wtorek, 16 lipca 2013

Dom pełen wariatów..

...a podwórko pełne intruzów.

Bry !

Co do tytułu- ciężko było coś innego wymyślić; owszem "dom wariatów", to stwierdzenie nie od dziś, ale  "intruzy" ! Tu już trzeba było się dłużej zastanowić.. Tak czy inaczej;

Wstałam o 10, chociaż obudziłam się o 8:00. Otóż godzinę "kisiłam" się w łóżku, a później czytałam książkę "mała księżniczka", nie ma nic lepszego jak wesołe zakończenia książek. Tak więc nie było mowy, trzeba było siedzieć tą godzinę dłużej. Ot, cały bieg wydarzeń rannych. Na komputerze siedziałam godzinkę; posprawdzałam wszystkie strony i napisałam 4 rozdział opowiadania na "Mój Świat".
Później, (chociaż poranna pogoda, na to NIE wskazywała ) zaświeciło słońce. Postanowiłam wyjść na świeże powietrze (uwaga, będzie o wariatach! ) ,ale nie mogłam znaleźć kochanych czarnych adidasów.
Pytam się siostry, która wczoraj sprzątała dom. Wchodzę do kuchni, by to uczynić ; kochane adidaski, leżą na podłodze w kuchni..  No, ale; wreszcie wyszłam. Liczne próby zrobienia zdjęć, upartemu jak osioł, motylkowi, zakończone..słabo. Wtedy ruszyłam brzegiem lasu, naokoło domu i zdziwiła mnie obecność taty; zwykle o tej porze był w pracy. W dodatku, dlaczego on siedzi w garażu z laptopem? Mówię, no mówię; dom wariatów ! Podeszłam, pytam, a tato odpowiada :
-Zgrywam sobie muzyczkę na radio do samochodu.
Niedawno kupiliśmy sobie nowe radio; tato najwidoczniej dostaje świra, z całej "wspaniałości" czarnego pudełka.
Mniejsza o to. Wariaci, to wariaci. Jeśli idzie o intruzy;  mało ich było. Może jedynie kilka świrujących na mój widok, komarów, much i pszczół. Idiotyzm. (-_-)

Przypomniałam sobie, że nie wiecie jak wygląda inna część lasku; miejsce sójek.
Schodziłam po deseczkach wbitych w ziemię, mających przypominać schody. Fakt, faktem, że lepsze takie niż nic; było tam na prawdę błotnisto. Przechodziłam koło dębu, którym najprawdopodobniej sójki mają gniazdo, niestety, nie zauważyłam tam żadnego ptaka. Zeszłam i cyknęłam parę zdjęć krajobrazów. Jest tam las z chudymi pniami drzew; uwielbiam je. Są takie...mroczne, no, po prostu fantastyczne! 
Później zdecydowałam się ruszyć dalej; przedrzeć przez gęsto zarośnięte drzewa i zrobić zdjęcie pięknej łąki. Niestety, po pierwsze; aparat mi się rozładowywał, a po drugie : widziałam i czułam tam błoto, ale nie wiedziałam jak duże. Pewnie stanęłam kilka kroków dalej, i tu nagle; jestem w bajorku, po prostu stałam na samym środku błotnistego, leśnego, strumyczka. Gdybyś Cię wtedy widzieli moją minę!  No, a teraz o tej sójce, bowiem gdy przedzierałam się przez tą puszczę, nie zachowywałam się zbyt cicho, przez co pewna, młoda sójka, zerwała się ze strachem, z niedalekiego mnie krzaczka i wleciała do gęstego lasu. Wiedziałam, że wleciała i się zatrzymała tuż, tuż, ale to właśnie wtedy poczułam pod sobą wodę. I pomyślałam, że tropienie biednego ptaszka, jest niemożliwe. Trudno.

A teraz zdjęcia :
Fantastyczny lasek
                                               




Pozdrawiam,
Wiktoria :))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz