poniedziałek, 30 grudnia 2013

Moje gatunki. :)

Witajcie. 
Z powodu nudy postanowiłam zrobić listę wszystkich gatunków, które widziałam.. 
od czerwca 2013, bo wcześniej nie pamiętam.

Zacznijmy od końca. 

1.wrona
2.sójka
3.kos
4.szpak
5.kawka
6.bocian biały
7.myszołów
8.śpiewak
 9.gawron
10.kuropatwa
11. bażant. 
12.kaczka krzyżówka.
13.mewa.
14.trznadel.
15.jaskółka dymówka.
16.sikora bogatka. 
17.sikora modraszka. 
18.kowalik.
19.orlik krzykliwy.
20.gołąb grzywacz
21.sierpówka.
22.skowronek.
23. czapla siwa. 
24.łabędź niemy.
25. żuraw. 
26.wilga.
27.dzięcioł duży.
28. gil.
29. jemiołuszka.
30.szczygieł.
31.wróbel.

31.. i tak słabo, ale pewnie więcej widziałam w całym swoim życiu. 
Tu są tylko te opisane na blogu.. :)

Pozdrawiam,
Wiki.

sobota, 28 grudnia 2013

Inwazja gili.. przy śniadaniu.


 Witajcie!
Jedząc śniadanie jak zwykle zagapiłam się w okno od tarasu. Po chwili zobaczyłam pomarańczowo-czerwoną plamkę na horyzoncie i chwyciłam aparat. 
Gile! Tak bardzo na nie czekałam tej zimy!
Uwielbiam je, stąd też od razu przyssałam się do szyby i fotografowałam. 

Później dołączyły się sójeczki do tego ciekawego śniadania.. 

W prawo..
I w lewo..

Podczas "chwytania" ptaków na obiektyw zrobiłam bez sensu parę zdjęć gałązek..

Pozdrawiam, Wiktoria

piątek, 27 grudnia 2013

Święta, święta i po świętach.

Jak pewnie wszyscy zauważyliście, mieliśmy święta, ale już ich nie mamy. W świątecznym szale rzadko tu wpadałam.. pora nadrobić zaległości.

Dziś obudziło mnie coś czego 27 grudnia się nie spodziewałam - słońce!

Taki tam "dowodzik" jakbyście nie wierzyli.

A więc pośpiesznie wstałam i otworzyłam okno.. co najmniej 10 stopni na plusie..
Pogoda najadła się szaleju - myślę i wybiegam z aparatem z domu.
Nasłuchuje, oglądam, staram się być cicho : jakieś tajemnicze ptaki przelatują z drzewa na drzewo.. (tajemnicze, gdyż cały czas stoją pod słońce) ani tu, ani tam ich oznaczyć nie mogę.
Ruchliwe to takie, że choćby najsłabszy kadr - nie udał się.
Zaniechuję więc obserwacji i postanawiam sfocić jak zwykle piękną i skorą do zdjęć Pusię:

Zapatrzona melancholijnie w dal...

Po zrobieniu jeszcze kilku zdjęć wstaję i ruszam na dalsze sesje do ogródka.

Po drodze..
Próbuję zrobić zdjęcie sterczącego badyla na skale, lecz aparat mówi inaczej "Brak miejsca na karcie pamięciowej!" I niestety - wracam do domu.

Wróciłam, zrobiłam porządek na karcie, lecz słońce ju zaszło - postanawiam odpocząć.

Pozdrawiam, życzę podobnej pogody, lepszych obserwacji,
żegnam Was. Bądźcie z Pusią !

Wybaczcie, że odwrócone..

czwartek, 12 grudnia 2013

Po latach..

..powracam.

Nie przesadzajmy, minęło parę dni, ale jak dla mnie zmieniły bardzo wiele. Zmieniły..? Nie. To ja wczoraj się zmieniłam. Trochę. Troszkę. Troszeczkę. Minimalnie.
ż.

Ptaszki, ptaki wokół mnie!

Seria "Karmnikowe przygody" :

-bogatki
-gile
-jemiołuszka
-gawrony
-kawki 
-kowaliki.

Ok, a poza tym, to chyba nic nie widuje.. Ale siedzenie przy słonince jest całkiem przyjemne.


Idę chyba coś porysować, bo jak na razie nic ciekawego. Plakat Honey odrysowałam, ale mi gdzieś przepadł więc.. (nie no, nawet go nie szukałam) A jak znajdę, albo coś nowego narysuję to dam znać.

Pozdrawiam,
Wiki :)

niedziela, 24 listopada 2013

Projekt na konkurs.

Nie mam czaasu, więc będzie krótko. Chciałam tylko oznajmić, że jeden rysunek mam już z głowy. Jest w zakładce "Rysunki", ale czy ktoś mi zrobi krzywdę za podkreślenie, że coś zrobiłam..?

Chyba nie. Mam nadzieję.

Oj, ucięło tekst. Niedobrze..
"Halo, halo! Tutaj ptasie radio w brzozowym gaju. Nadajemy audycję z ptasiego kraju!"

Okey.
Spadam.

Pozdrawiam,  wybaczcie, że zawracam wam głowę błahostkami..
~Wiktoria

wtorek, 19 listopada 2013

Małe zmianki na blogu.

Jak pewnie zauważyliście, doszły dwie zakładki; "Rysunki" i "Ptasi Kalendarz 2014" - czyli moje dawne dzieło i próby jakichkolwiek malowideł. Zapraszam do oglądnięcia,  tak w ogóle.

Aktualnie próbuję swoich sił w szkicu postaci. Nie wychodzi nic szczególnego, ale postaram się dodać. :)


Edit: dzień później.

Hmm, o czym to ja.. ach, dzisiaj niewiele będzie, bo czasu nie mam..
Relacje z księżycowej nocy:
Wczoraj też peełnia. I to masakryczna. Światło takie, że.. brak słów. (Co miesiąc będę się tym zachwycać i was zanudzać :P ) Wyjęłam pamiętnik i nabazgrałam sobie, nie używając lampy. ;) Wszystko było widać w świetle księżyca. Magia.

To takie bazgrołki powszednie, dlategóż nie dodaję.

Zaś z dzisiejszej lekcji religii wyniosłam..


Takież 'niby nic'..
 Oka. A pozaginane to takie, bo reszta kartki pokryta jest bazgrołami nie z tej ziemi, nie warto pokazywać.


To chyba tyleż. Chociaż myślałam, że wpis nie będzie miał końca.. dziwne, ile rzeczy miałam tu jeszcze niby wpisać..?

Tyle moich przemyśleń.

Pozdrawiam,
~Wiki.

niedziela, 17 listopada 2013

Wszystko i nic..

..zwiastuje początek czegoś.

Zrozumieliście cokolwiek? Bo ja nic, a nic. Ale parę słów właściwie pasuje. 

~Kupiłam sobie nowy notesik, aby notować obserwacje w danym dniu. Może być to nawet jeden ptak zaobserwowany przez okno - nie szkodzi :) 

~Byłam na 40 min. obserwacji.
Najpierw pospacerowałam trochę po podwórku, ale nie zobaczyłam zbyt wiele. Kochany aparacik oczywiście nawalił baterią, więc nie zrobiłam ani jednego zdjęcia. Po chwili usłyszałam furkot skrzydeł, a po odwróceniu głowy zobaczyłam bogatkę na starej jabłoni. Chwilę przelatywała z gałęzi na gałąź po czym wleciała w las. Nie poszłam za nią, ale za to zeszłam po "schodkach" w "chudy las"
-Usłyszałam jakiś nieznajomy mi dotąd dźwięk, ale nie mogłam właściciela dojrzeć mimo, że wlepiałam wzrok z 5 minut.
Następnie poszłam na drugą stronę lasu, ale zobaczyłam jak Pusia (mój pies) podrywa się z budy i biegnie do lasu, szczekając. Domyśliłam się, że idą jacyś ludzie i zawróciłam, gdyż..
Nie lubię ludzi, kiedy sama nie czuje się 'ludziem'. Nie lubię kiedy ktoś przerywa mi obserwowanie ptaków, kotów, psów - ogólnie przyrody.
Więc poszłam w jeszcze inną stronę lasu i po chwili nieowocnego spaceru zobaczyłam jakiegoś niewielkiego ptaka na dębie. Nie widziałam dokładnych cech wyglądu, więc skradałam się dalej. Wkrótce zobaczyłam następnego, jeszcze innego, itd.
Skończyło się na oznaczeniu:
2 szczygły
3 kowaliki
5 bogatek

I tak to właśnie..
Na końcu, gdy wracałam do domu zobaczyłam baardzo wysoko, niemal na czubku drzewa dzięcioła dużego.

*

Ostatnio zaniedbałam rysowanie. Nudzą mi się już 'kartki z kalendarza' czyli A5 zapchane jednym ptakiem. Muszę do 1 grudnia narysować pewien projekt: dwa ptaki siedzące na drucie i jeden w powietrzu trzymający mikrofon. To na konkurs i nie jestem zadowolona z wczesnego szkicu.. ale spokojnie - jest dopiero 17 listopad.. pora się za to zabrać. 

*

Nie mam co czytać. Muszę uczyć się tabliczki mnożenia, ale mi się nie chce. Pora się za to wziąć, oj tak. Jeszcze sporo jest sprawdzianów, a ja zgubiłam kartkę ze szkolnymi notatkami i nie wiem kiedy i z czego. Masakra. 

Chyba muszę kończyć. 
Pora wybrać się do kościoła.. 

Pozdrawiam, 
Wiktoria.  

sobota, 16 listopada 2013

Podsumowanie ostatnich obserwacji

Czyli znów brak sensownego tematu.

Wczoraj ostatnio obserwowałam ptaki, ale chciałabym opisać odkąd sięgnę pamięcią. Dlatego też..
Odkąd sięgam pamięcią toż by było.. w zeszłą niedzielę. Wtedy to  widziałam:
*2 szczygły
*wronę
*bogatki 4
*kowaliki 2

Nic specjalnego, ale ze szczygiełków byłam zadowolona ;)

Następna obserwacja była w środę, przez okno w szkole, gdyż jakiś wróbelek - elemelek usiadł na parapecie tuż koło mojej ławki i przyglądał się całej klasie dobre 15 min. On odleciał na drzewko koło szkoły, gdzie było jego gniazdo i siedział tam do końca lekcji. Po przerwie już go nie zobaczyłam, ale gdyż wcześniej skończyłam zadanie w książce zrobiłam sobie 'Ptakoliczenie' przez okno i zobaczyłam 6 ptaków - 3 gatunki :)

-3 bogatki
-2 gołębie
-kowalik

I wróćmy do dnia wczorajszego - stojąc po lekcjach koło szkoły zobaczyłam:
-niezliczona ilość bogatek
-6 gołębi
-masę wróbli
-wronę.

Tjak, to by było na tyle.

I.. chyba nie ma o czym mówić. Parę kryzysów i radości.

Pozdrawiam,
~Wiktoria

poniedziałek, 11 listopada 2013

Karpacka Troja, skansen archeologiczny.

I znów muszę nadrabiać.. dwa tygodnie temu tam byłam, a jeszcze nie napisałam.. dziwne. Doprawdy dziwne, co się ze mną dzieje.

Wyprawa była ciekawsza niż sądziłam, że będzie. Po drodze zobaczyłam parę kawek, gawronów i gołębi. Ale nie to było najciekawsze. To miejsce jest fantastyczne, polecam tam pojechanie! Najpierw była prezentacja skarbów wykopanych w tamtych okolicach. Wyobraźcie sobie, że w gablocie widziałam nawet fragmenty monet z epoki kamiennej! Oprócz tego oglądaliśmy chaty, zbudowane na wzór dawnych projektów, wały obronne na które wchodziłam, oraz wieżę widokową.
W dodatku w niektórych chatach były manekiny lub jakieś przedmioty służące w dawnych czasach jako pomoc domowa. Wszystko dopełniało oryginalnego, starodawnego klimatu. :)

Tak to właśnie było. Mój brat ciągle powtarzał jakby on tam sobie mieszkał :D


Pozdrawiam, polecam tamte okolice jako świetna naukowa wycieczka :)
~Wiki :)  

niedziela, 10 listopada 2013

Jurków, nad jeziorem...

...czyli o kolejnej wakacyjnej wyprawie, mającej  na celu nie tylko wypoczynek..

Dziś pojechałam wraz z siostrą i "kilkoma" jej znajomymi do Jurkowa, nad jezioro. Wyjechaliśmy ok. 10 rano, dotarliśmy na 11:30. Wprawdzie byłoby do jedenastej, ale jeszcze tankowanie.. itd. Wraz z niezłą ekipą ( moja siostra, jej chłopak i dwóch kolegów) w Seicento, jechało się wspaniale. Podczas podróży wpadłam na pomysł użycia swoich pasji. Inaczej mówiąc- po prostu- starać się zaobserwować jakieś ptaszki. Nie udało się; trudno. Zobaczyłam tylko parę skowronków po drodze, nic więcej.. Lecz było super! Po raz pierwszy tam byłam, opłacało się. :)
Słońce, plaża, woda. Jedyne co potrzeba do szczęścia. Naprawdę było fajnie.

Jezioro przepełnione było czaplami, łabędziami na dalekim horyzoncie, bo blisko pływali ludzie. Fajnej atmosfery dotrzymało śpiewanie wilgi, gdzieś daleko w lesie. :) Plaża co prawda przepełniona, ale stopniowo się rozrzewniało. A im mniej było ludzi - tym więcej ptaszków. Później doszły do nas żurawie, niosąc klangor za sobą. Później zaczynało się chmurzyć, ale i tak było gorąco. Wróciliśmy do domu ok. 20 :)

Dobrze, wróćmy do rzeczywistości. Dlaczego piszę o sierpniowym wypadzie w listopadzie? A skąd ja mam to wiedzieć?! Natrafiłam na wersję roboczą, postanowiłam, że dokończę, bo wypad był fajny :) Cóż.. tęsknie za tamtymi chwilami, ale dołączywszy to, pożegnam się z tymi chwilami odpowiednim hołdem :D


Pozdrawiam Was po raz drugi, czyszcząc wersję robocze. :)
~ Wiki - bo któż by inny..?

Zaległe zdjęcia.

Dzisiaj zainstalowałam sb na Windows 8 Picassę i przy okazji obejrzałam starsze "przyrodnicze" zdjęcia, a że większość z nich jest naprawdę niezła, a z jakiegoś powodu ich nie dołączyłam.. Pora się za to wziąć. Nudzi mi się.. ( nie bójcie się, mam co robić, ale mi się nie chce.. :D)

A więc to tak było tych zdjątek:

Z perspektywy krasnoludka.. 
Oka, na razie starczy, bo coś mi się psuje z netem. A ja też czasu nie  mam, zeby tutaj nadawać. Papa ;*

Pozdrawiam,
~Wiktoria :)

sobota, 19 października 2013

Na przestrzeni kosmosu..

Ostatnio było tak krótko i zwięźle, że niemal nie wiecie, co dzieje się u mnie oprócz krótkich wypadów do lasu. Zresztą od czasu dołączonych u zdjęć, nigdzie nie byłam i moje obserwacje były baardzo średnie. A teraz przejdźmy do rzeczy.

"Tak piękna pełnia wczoraj i dzisiaj,
że pragnę podzielić się z wami tym,
westchnąć, przerzucić stronice książki,
która końcem swym zakończy żywot,
wszystkich istot.."  - Takie niewiadomo co na spontanie. Och,jakże magiczna jest ta noc! Chyba wszystko już opisałam wierszem, ale to nie  jest koniec naszego wpisu. A tytuł bardzo charakterystyczny, nie sądzicie?
"Taka piękna pełnia wczoraj i dzisiaj" - owszem, wczoraj ledwo mogłam spać, tak mocne było światło.
"Westchnąć, przerzucić stronice książki" - Wzdycham to ja zawsze jak widzę taki widok. A co do książek, to usycham z braku literatury.
"Która końćem swym zakończy żywot wszystkich istot" - no, po prostu; co tu jest do analizowania?! Koniec kiedyś nastąpi! (Nie bójcie się, nie jestem w humorze do przepowiadania smutnej przyszłości. )
I.. koniec. Ale to nie koniec naszego istnienia! (zamknij się, mądralo!)

Ekhem. Maluje sb pejzaż jesienny plakatówkami. Może dołączę? Się zobaczy.
Lwi Klub coś wstrzymał działalność. Niedobrze, oj, niedobrze.
 A, i żeby nie było, że ja tak bezpodstawnie opowiadam o tych nocnych widowiskach, to dodam zdjęcia.

I "Trzy księżyce"

Perfecto.

A teraz pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę powodzenia w obserwowaniach poczynań księżyca.

P.S Widziałam przed chwilą bardzo bliziutko dzięcioła, ale aparat rozładowany. Pech, to pech.

Naraa
~Wiktoriia



czwartek, 10 października 2013

Krótko i zwięźle..

Nie mam dzisiaj czasu, siły i mocy, by móc to jakoś ładnie, harmonijnie napisać, więc pisze mało, wkleję zdjęcie i do widzenia. Niestety, wybaczcie za moje z lekka bezsensowne posty.



Pozdrawiam,
Wiki

środa, 9 października 2013

No i jaki tu dać tytuł?!

Wybaczcie za taki bezsensowny początek, ale na prawdę nie wiem, co tam wpisać..
Eee, sprawy wyglądają mniej więcej tak:
-mam konkurs plastyczny ze szkoły ( troszku jest rysowania, ale ogólny temat nie na temat ._. )
-skończyłam robić kalendarz ptasi
-niestety, dodam ten kalendarz dopiero wtedy, gdy zainstaluje GIMP'a , bo nie mam żadnego dobrego programu do obróbki zdjęć.. a to chwilę potrwa..
-dużooo nauki, szczególnie z przyrody - niemal codziennie jakiś sprawdzian, czy kartkówka
-mało czasu, dużo "ogarniania" - moje blogi cierpią.. xD

Hmm, wybaczcie, że to się wszystko kupy nie trzyma, ale niestety - mój czas i siła szybko się wykorzystuje, a ja muszę się jeszcze spakować i dokończyć notatkę z Europejskich Dni Ptaków. Jak u was? Zapewne lepiej..

Pozdrawiam was bardzo serdecznie, choć pośpiesznie, bom głodna
~Wasza Zrzędząca Wiki 

sobota, 28 września 2013

Odświeżmy troszkę..

Dawno mnie tu nie było, a raczej dawno nie pisałam. A, to nie było o czym, a, to nie miałam czasu.. itd. Ale wreszcie jest i to, i to - więc bierzmy się.

Pierwszy fakt, bardzo smutny; zobaczyłam dzisiaj przed domem martwego dzięcioła. Podejrzewam, że w większości to sprawka kota, ale są jakieś marne procenty, że ptak był już stary. Tak czy siak - ptak został pochowany, a ja wzięłam sobie na pamiątkę jedno piórko. Przepiękne, kropkowane, dołączę zdjęcie prawdopodobnie za niedługo. Czekam jednak jeszcze, by dołączyć wraz z kilkoma zdjęciami jesiennego pejzażu, bądź kowalika, jakich pełno u mnie w ogrodzie.

Ptaszyska, ptaszyska - atakują!

-kowaliki (codziennie przynajmniej z 5)
-bogatki (istne inwazje, koło domu, szkoły, po drodze do sklepu..)
-wrony (całymi kluczami przelatują mi nad głową)
-sójki (przynajmniej 3 na tydzień)
-śpiewaki (często o zachodzie na słońca na drucie)
-myszołowy i pełzacze coraz rzadziej, ale wciąż..

I...chyba tyle. Jeszcze jedna informacja, choć trochę warta uwagi: zaczęłam już robić ptasi kalendarz na co wpadłam parę tygodni temu. Zrobiłam już wstępne dwa ptaki i po części trzeciego. Wszystko będzie gotowe mniej więcej po miesiącu, może dwóch.





A dzisiaj wybrałam się na spacer z aparatem i.. cóż tu dużo mówić - lepiej zdjęcia dołączyć.








                                          Tu, gdyby ktoś nie zauważył, jest sikorka bogatka.

                                         Czy ktoś z Was wie, co to jest? :?



No i jeszcze zdjęcie piórka martwego dzięcioła:





Pozdrawiam,
~Wiki ;) 

niedziela, 15 września 2013

Tak, tak, jeszcze żyje..

..choć już ledwo.

Złapało mnie przeziębienie i choćby nie wiem co nie chce odejść. Nudzę się, drażnię wszystkich dookoła i sama nie wiem dlaczego- cieszy mnie to. Od rana coś czytam, choć zaczęłam od pierwszego pamiętnika jakiego miałam, a później przejrzałam półki mojej dużo starszej siostry. Mimo wieku zachowała swe "klasyki" dzieciństwa, bądź nastolatków, no, a ja korzystam. Ona sama mówiła, że do dla mnie za poważne, ale ja nie wierzę. Tak więc poszłam szukać drugiego tomu serii "Felix, Net i Nika", a wróciłam z 4 częściami powieści "Stowarzyszenia Wędrujących Dżinsów". Zawsze uwielbiam czytać, ale w czasie choroby ogarnie mnie wręcz depresja, nie tylko książkowa.

:@.. ziewam też od samego rana. -.-

Inwazja tabletek do ssania na gardło & inwazja "Cerutinów" i.. sama nie wiem co jeszcze. My ghat! Czuję się beznadziejnie,  tym bardziej, że co chwila ktoś mnie pyta czy płacze, bo mam załzawione oczy od kataru. Dobrze, że gorączki nie mam.. -,-

Ok, ok, najważniejsze sprawy już za nami. Nie jestem w stanie zrobić jednego głupiego zdjęcia krajobrazu, a co dopiero jakiegoś ptaszka. Budzą mnie jaskółki, w ciągu dnia- non stop dosłownie- głuchą ciszę zanieczyszczają kowaliki i bogatki. Inne ptaszyska w miarę się przede mną usuwają i dobrze, bo ja jako "Chodząca Depresja" mogłabym i je usunąć. Rano czułam się jeszcze w miarę dobrze, ale teraz nie brak mi nawet zawrotów głowy. Ejjjć nieładnie.

Ciemno, zimno, brr, jesień nastała.

Pozdrawiam,
"Chodząca Depresja".

środa, 11 września 2013

29 Faktów o mnie. :)

Zauważyłam, że jest na to moda na innych blogach. A skoro nam się nudzi, to jedziemy i my! :d


Kilka faktów o szalonej dziewczynie, czyli mnie, Wiktorii. 

1. Kompletnie nie znam się na piłce nożnej, samochodach, czy innych tego typu.
2. Podoba mi się zawód  informatyka. To całkiem przyjemne zajęcie, siedzieć  i gapić się  w ekran.
3. Uwieeelbiam ptaki! Konie też bym uwielbiała, gdyby choć raz udało mi się na nich przejechać. Podobają mi się, ale nie żywię szczególnego zainteresowania.
4. Mój charakter jest raczej trudny. Trudno wyczaić kiedy będę skora do rozmowy, a kiedy wyraźnie małomówna.
5. Lubię rysować, ale to raczej charakter abstrakcyjny, wzorowanie czegoś itd. Po prostu rysowanie, bywa trudne.
6. Nie lubię wielkich wyzwań.
7. Przeważnie jestem tajemnicza i skromna, ale zdarzają się wyjątki.
8. Dosyć dobrze idzie mi nauka.
9. Nigdy nie miałam problemu z ortografią czy gramatyką. Dyktanda pochłaniałam wzorowo.
10. Jestem wzrokowcem.
11. Lubię słuchać kawały, a nie je opowiadać.
12. Trzymając mnie w niepewności, powinieneś/ powinnaś być ostrożny.
13. Jedną z głębszych moich wad, jest to, że jestem niecierpliwa.
14. Lubię pisać opowiadania. Niektórzy mówią, że mam nawet talent pisarski.
15. Lubię j. angielski, nienawidzę zaś niemieckiego.
16. Nie lubię chodzić do szkoły.
17. Raczej mam dużo znajomych.
18. Rzadko kiedy trafiam na niezawodną przyjaciółkę. 
19. Uwielbiam zwierzęta, choć owady tworzą u mnie pewną odrazę.
20. Moje ulubione zwierzęta to; koty, psy i ptaki.
21. Nie lubię ulegać wpływom. 
22. Chciałabym być wysportowana, nie wychodzi mi to.
23. Nie lubię w-fu.
24. Nie pociąga mnie żaden sport, oprócz tenisa ziemnego i stołowego, oraz badmintona.
25. Lubię warzywa.
26. Należę do tej grupy osób, którzy wolą pierogi z kapustą od ruskich.
27. Uwieeelbiam owoce! <3
28. Szybko wyczerpują mi się pomysły.


To chyba tyle. Z początku miało być 50 faktów, ale na aż tyle nie mam czasu. Oto pora, by zrobić kolejne kakao. Ahoj, piracie!


Park linowy, Krzywa.

Szkoła- owszem- przyszła, ale  to nie znaczy, że w weekend mamy siedzieć w domu i przynudzać. Pojechaliśmy więc tydzień temu ( ja, Natalia, rodzice, wujek z Niemiec wraz ze swoją żoną i córką) do parku linowego w Krzywej. Było bardzo fajnie, ale mimo wszystko; 15 zł. za małą trasę, a na dużą, gdzie poszedł mój tato- 30. Istny szał, nieważne. Atrakcje się liczą, a płaciłam nie ja ^w^. Ptaków nie było, przyroda jak przyroda. :)

Wiele blogów czytałam; wszystkie się zaaktualizowały. Pora na mego. Z resztą nudzi mi się, przyszłam ze szkoły, nie mam zadania, zjadłam obiad, a na podwórku pada deszcz. Nic tylko szaleć! A więc siedzę, z bolącą głową, pochlipuje kakao i wpieprzam słonecznik, byle by tylko zatkać nieustający głód i pragnienie. Siedzę pod kocykiem, z laptopikiem i dobrze mi jest ;3


 To był tylko krótki wpis, ale zaraz wjedziemy z dłuższym, jednak to temat na dłuższą metę i trzeba w osobnym poście. Bye! Za niedługo się odezwę! 

piątek, 23 sierpnia 2013

Muzeum Przyrody.

Witam :) 

Od dobrych paru dni nieco się wydarzyło i miałam wielką chęć o tym Was powiadomić, ale nie było weny. Wprawdzie do tej pory nie ma, ale postanowiłam coś z tym zrobić.

Parę dni temu byłam z kuzynką i rodzicami w Krempnej, w Muzeum Przyrody. M. in. były tam różne prezentacje o zwierzętach, oglądanie wypchanych zwierząt i odgłosy natury. Co prawda było tam mało ptaszków przedstawionych, ale kilka owszem i byłam z tego wielce zadowolona. Zdjęcia mam na komórce taty, nie zostały jeszcze zrzucone na komputer, więc nie mogę dołączyć.
Jednym słowem: Bobry, wilki, borsuki, dziki, myszy, sarenki, niedźwiedzie, oraz parę drewnianych ptaszków, typu:
-bocian czarny
-orlik krzykliwy (godło Magurskiego Parku Narodowego)
-bielik zwyczajny

I kilka innych mniej ciekawych gatunków, których już nie pamiętam. Prezentacja była ciekawa, nastrój jak w kinie.. Ciemno, tylko na dużym ekranie wyświetlony film o zwierzętach i roślinności. Bardzo bardzo ciekawie. A zdjęcia, tak jak mówię; dołączę kiedy indziej. :)

"Na żywo" zobaczyłam jeszcze kilka gatunków ptaków. Po prezentacji udaliśmy się na zwiedzanie owej Krempnej. Byliśmy na straganie, w Cerkwi, a na końcu poszliśmy nad zalew, gdzie (nieplanowane!) trafiliśmy na piknik rodzinny. Były tańce, ogródek piwny, w którym zjadłam z kuzynką frytki i kupiłam sok. Cie-ka-wie! ;)

W drodze powrotnej widzieliśmy jeszcze dwa gniazda bociana na przydrożnych słupach. Piękne. A później, ni stąd, ni zowąd, zobaczyłam orlika krzykliwego! 

Wybaczcie, że dopiero teraz Wam o tym pisze.. Niestety, wcześniej nie miałam jak. Teraz planujemy wycieczkę do Karpackiej Troi. Tam z kolei jest skansen archeologiczny. :)

Pozdrawiam, Wikcia ;)  




środa, 7 sierpnia 2013

Z dnia dzisiejszego; 06.08.


Witam

Dwa dni połączyły mi się w całość. Wczoraj niespodziewanie wpadła do mnie Natalia, kuzynka i została na nockę. Hah, wiadomo jak to jest, jak się śpi z kimś. Obudziłyśmy się o 7, po śniadaniu i jako takim, ogarnięciu naszego bajzlu, spowodowanego nocą, wyszłyśmy na pole. Epicki plan łażenia boso po mokrej od rosy trawie. A właściwie.. zanurzmy się w pęd tamtej chwili.. W jakże czystej trawie perliły się krople chłodnej, orzeźwiającej rosy,  delikatne słoneczko opiekało nasze bosy stopy, a szczekanie psa odbijało się echem o ściany mego domu. Słuchałyśmy z podnieceniem i relaksem jak w oddali szczekające psy milkną, a my zaczynamy słyszeć ptaki. Wszelkiego rodzaju. Jaskółka darła się wraz ze swoimi towarzyszkami, sójki, prawie, że biły się na wysokim buku, powodując przyjemny szelest, a śpiewaki siedzące na drucie śpiewały swym charakterystycznym śpiewem. Czar prysł, gdy moja niecierpliwa kuzynka zaniechała wszelkiego relaksu i wyciągnęła mnie na spacer do lasu. Tam też fajnie tylko komary.. ach.. Po drodze znaleźliśmy piórko sójki. Nie jedyne, jakie znaleźliśmy dzisiaj. Później była masa innych zajęć, ale gdy przyszła moja mama z pracy, poszłyśmy odprowadzić Natalię. Jakieś dwadzieścia minut drogi, idąc spokojnie. Było miło. Odbijałyśmy piłką itd. Później wystarczyło przejść się za blok. Krzyki "Piórko!" Piórko!" - wybrzmiewały co jakieś 5 sekund. W sumie to było ich 12. Nie wzięliśmy jednak wszystkich tylko jednego. Wszystkie były gołębie.

Tak, więc. W ciągu ostatniego czasu nie było sensacji dotyczącej ptaków. Jedyne co udało mi się zobaczyć to:
-parę gawronów
-gołębie
-2 myszołowy
-sójki.

Ughh, słabo, słabiutko, może jutro wyjdę na Ptakoliczenie.. mam taki zamiar. Jeszcze trzeba uzupełnić album piór, który zrobiłyśmy wraz z Natalią. :)

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie,
Wiktoria.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Insygnia Śmierci..

..i inne tego typu sprawy.

Może na początek powiem co i jak. Otóż... plan przedni, że wstanę niedługo przed siódmą. No, ale takich planów było mnóstwo, odpuściłam sobie. Wstałam i po zjedzeniu MEGA EXTRA hamburgera, wyszłam na podwórko. Szalona zabawa w lesie, właściwie nudy, więc trzeba było coś wymyślić. Zajrzałam do babci, do garażu.. A tam znalazłam moją ukochaną starą hulajnogę! Czego więcej chcieć.. związane z tym wspomnienia i nie tylko. Jeszcze parę starych rupieci w garażu znalezionych, a po przejażdżce (hulajnogą, która okazała się działająca) poszłam do domu i siadłam przed laptopem. Tradycyjnie, bo robiło się gorąco. Nota bene opalona już jestem, więc takie siedzenie cały czas na gorącu niepotrzebne. :)

A teraz odnośnie tytułu. Od jakiegoś czasu spragniona jestem ciężkich ksiąg. Najbardziej polowałam na Insygnię Śmierci, ale ja nie lubię książek kupować. Polowałam w bibliotece, ale cóż.. dopiero dziś moja mama mogła się po nią wybrać... Tak, więc. Sezon na Harrego Pottera uważam za otwarty! =) 

Nie wiem jak można nie lubić Harrego Pottera. Po prostu nie rozumiem! (Hah, przypomniał mi się pewien obrazek; "Idź być mugolem gdzie indziej!" :D
Świetnie, no po prostu świetnie. Wybaczcie za dzisiejszy chaos i nieład. :O Czekam, czekam.

Pozdrawiam, wybaczcie za 'powalającą' długość mego wpisu. Tak to bywa. ;)
WIki :)

sobota, 3 sierpnia 2013

Jestem szalona..

.. to jasne nie od dziś..

Prawie, że popłakałam się ze śmiechu przy dzisiejszych spotkaniach z 'obcymi'. Jasna sprawa, że z początku byłam zszokowana, ale później.. się rozkręciłam.
Nie wiem czy wiecie, że jestem aż tak szalona, że gadam sama do siebie, gadam z kotem i chowam się w lesie, by spokojnie sobie pogadać.. Otóż, tak. Jestem aż tak szalona. Wyszłam sobie do lasu, by się 'pobawić' w gadanie do siebie.. Nagle widzę, że koło mnie przechodzi jakiś grzybiarz..
(Ja, zszokowana) -Dzień dobry- ukłoniłam się.
(On) - Dobry, dobry. Nie ma grzybów, co?
(Ja) - Ano chyba nie..
(On) - Sucho strasznie.
I idzie dalej. A ja stoję jak ten głupek i patrzę się za nim wzrokiem mówiącym; O.o Dosłownie.
Później poszłam do lasu, dokładnie ten sam powód. Za mną podążyła Blondi.. Patrzę; ten sam grzybiarz wraca. Tym razem zauważyłam go nieco wcześniej, ale też on zauważył mnie. Blondi stoi koło mnie..
Uciekam w głąb lasu, chowam się za drzewem i czekam, czekam.. Uff, przeszedł.
Boziu.. śmiechu warte ileż można się nauczyć.. 'Jestem bardzo szalona i się tego nie boję.. Mam czarnego kota, który za mną cały czas łazi, ma zielone oczy i jest.. równie szalony'
Kończę ten mój szalony, chaotyczny wpis i o ile jest to możliwe idę na podwórko.. A może do lasu? Może ponownie go spotkam? Wtedy powiem ; 'Pan wybaczy, że jestem szalona. To moja natura sprawiła mnie taką.' =D

Pozdrawiam,
Wasza szalona Wiki :)

sobota, 27 lipca 2013

Weźmy to wszyscy, jakoś..

..uporządkujmy?

Dzień..dobry.

Nawet dobry, ale nie przesadnie- mogłoby być lepiej. :)

Więc tak; jakoś to tak leci, że od paru dni nie mam weny. Od paru dni wstaję o 11 i zasypiam o 12. I w ogóle wszystko jakoś..

Uporządkujmy. Łatwo powiedzieć, gorzej zrobić. Zdecydowałam się dzisiaj na usunięcie kilku postów, z których nie jestem zadowolona. Gdyby wszystko na tym polegało- zostawiłabym tylko "Dzień dobro-zły" i.. wait, wait.. które jeszcze? No, dobra, dajmy sobie spokój..

Fakty:

*Wzniosła mi się kariera literacka. Teraz piszę także w watasze, oraz  w Pirackim Stowarzyszeniu. Coraz lepiej. Trzy oficjalne blogi, 1 Klub, jedna Wataha, jedno Stowarzyszenie..- to nam daje.. 6? Wiii!

Ostatnie zdarzenia: 

*Wczoraj- była u mnie kuzynka z Angli. Bądź co bądź , ma dopiero 5 lat i pełno energii. Było biegania.. 

*Przedwczoraj- byłam na basenie krytym. Niestety, mam już tylko 3 wejścia za darmo!

*Przed, przedwczoraj- innymi słowy- 24 lipca, środa. Była u mnie kuzynka z Norwegii. (zlot jakiś..)

Dzisiaj.. 
No, dobra, miałam się obudzić o 5:00 i wstać. A idź ty, idź ty.. well, nie udało się- trudno. Obudziłam się  o 9:30 , wstałam o 10:12.. Później komputer, śniadanie.. o 11.. na pole.. na hamak. I kończy się zabawa..- A właściwie zaczyna. Ledwo zdążyłam usiąść, dosiadł się brat. No.. i lekko mówiąc jakieś 3 godziny "Głupawki-śmiechawki" . Cała historia.. I gdyby nie tabela, prawdopodobnie, dalej przerabiałabym.. "uporządkowanie". "_"

Debilne pomysły: 
Brat powiedział, żebym według jego historii (która jak się okazuje jest debilna.. ) zrobiła opowiadanie. A właściwie.. żebym tylko pisała, a on mi będzie dyktował.. Chyba powtórzę; "A idź ty, idź ty" ..

Pozdrawiam
Wiki.

sobota, 20 lipca 2013

Dobry, czy zły dzień..

..oto jest pytanie.

Dzień dobro-zły! 

Gdybym pisała to kilkanaście godzin temu- byłoby zły, a że piszę teraz..

Dzień z początku zapowiadał się źle. Obudziłam się o 9, wysunęłam głowę spod kołdry i usłyszałam jak rodzice wyjeżdżają po zakupy. Wywinięcie się z łóżka i laptop. Nie ma końca internetu. Movie Star Planet, Howrse, Otop- wszystko woła. W dodatku było mi tak strasznie z-zimno, że myślałam, że umrę. (takie satanistyczne myśli) W końcu wywinęłam się spod koca i poszłam się przebrać. Chwilę leżałam pod kołdrą, a gdy miałam stuprocentową pewność, że nie zasnę mimo bólu głowy, poczęłam sprzątać pokój. Powiem wam- to pomaga. Sprzątanie zaczęło się na chowaniu ubrań do szafki, poprzez ścieranie kurzy, a wreszcie odkurzanie i zmienianie pościeli. Mówię wam- po 40 min. wychodziłam jak nowo narodzona. Wyszłam na chwile na pole- nie na długo- ptaków nie było, a nawet jak były nie chciało mi się szukać. Wróciłam i znów komputer. Od nałogu odciągnęła mnie mama, mówiąc, żebym jej przyniosła koperek z działki. Wyszłam, zmęczona, z bolącą głową i wypłoszyłam pełzacza. Nagle naszła mnie wielka chęć obserwacji. Podałam mamie koperek i poszłam się porozglądać po podwórzu; w sumie nic ciekawego;
-pełzacze ( chyba ze 3, miały coś w dzióbku)
-śpiewaki 2
-gawrony 3

Później ruszyłam na miejsce sójek. Poszłam (znanymi już wam) "niby" schodami. Ale sójek zero.
Skradałam się i skradałam i wreszcie wyluzowałam. Przeleciał właśnie myszołów i.. dłuższe zastanowienie- co to jest?! Już wiem- to kuropatwa ! Byłam z tego bardzo zadowolona. Postanowiłam ruszyć dalej w las. Trudne to nie było- wystarczyło pochwycić bluzę i płyn na komary. Jeśli idzie o aparat, lornetkę i inne tego typu przedmioty- nie miałam. Szłam więc bez niczego.
Weszłam na znajomą sobie ścieżkę, zadarłam głowę do góry, bo usłyszałam dziwne dźwięki. Właściciela odgłosów nie zauważyłam, ale ! Zobaczyłam coś o czym dawniej marzyłam - gniazdo. Nie wiem jeszcze czyje, ale jak mówiłam nie miałam aparatu, gdy tylko będę miała zrobię zdjęcie i wstawię na OTOP- może mi pomożecie w oznaczeniu. :)

Ruszyłam jeszcze na łąki- po drodze ujrzałam węża, ale to nie on był gwoździem dzisiejszej obserwacji. Gdy weszłam na łąkę czekała na mnie bardzo  miła niespodzianka - bażant. Jak żałuje, że nie miałam aparatu ! Takie obserwacje udokumentowane- to by było coś! ;) No, ale cóż.. tak to jest.

Wróciłam do domu, zaskoczyłam się informacją o grillu- tata kazał mi przynieść patyki. Poszłam więc na "dobrze znaną mi ścieżkę" , bo było ich tam dużo. Gdy przechodziłam obok gniazda- jeszcze raz rzuciłam na nie okiem i oto co zobaczyłam; drugie gniazdo obok tego !
Nie wiem, dlaczego to właśnie tam jest zagnieżdżone- zobaczymy. Uwielbiam śledzić ptasie życie- mając dwa gniazda koło domu, może być ciekawie.

Później, po ognisku usłyszałyśmy z mamą dziwne dźwięki. To prawdopodobnie, samiec sarenki w czasie godowym. Tak jakby wyśpiewywał pieśni, czy coś takiego. Cóż, nie znam się.

To tyle.  Obserwacje udane, jutro po południu postaram się znowu wyjść, no i.. zapamiętałam i zapisałam sobie dzisiejszą godzinę. Trzeba, bo widać, że to "ptasia" godzina. Takie rzeczy ! :)

Pozdrawiam, życzę jeszcze lepszych obserwacji,
Wiktoria

wtorek, 16 lipca 2013

Dom pełen wariatów..

...a podwórko pełne intruzów.

Bry !

Co do tytułu- ciężko było coś innego wymyślić; owszem "dom wariatów", to stwierdzenie nie od dziś, ale  "intruzy" ! Tu już trzeba było się dłużej zastanowić.. Tak czy inaczej;

Wstałam o 10, chociaż obudziłam się o 8:00. Otóż godzinę "kisiłam" się w łóżku, a później czytałam książkę "mała księżniczka", nie ma nic lepszego jak wesołe zakończenia książek. Tak więc nie było mowy, trzeba było siedzieć tą godzinę dłużej. Ot, cały bieg wydarzeń rannych. Na komputerze siedziałam godzinkę; posprawdzałam wszystkie strony i napisałam 4 rozdział opowiadania na "Mój Świat".
Później, (chociaż poranna pogoda, na to NIE wskazywała ) zaświeciło słońce. Postanowiłam wyjść na świeże powietrze (uwaga, będzie o wariatach! ) ,ale nie mogłam znaleźć kochanych czarnych adidasów.
Pytam się siostry, która wczoraj sprzątała dom. Wchodzę do kuchni, by to uczynić ; kochane adidaski, leżą na podłodze w kuchni..  No, ale; wreszcie wyszłam. Liczne próby zrobienia zdjęć, upartemu jak osioł, motylkowi, zakończone..słabo. Wtedy ruszyłam brzegiem lasu, naokoło domu i zdziwiła mnie obecność taty; zwykle o tej porze był w pracy. W dodatku, dlaczego on siedzi w garażu z laptopem? Mówię, no mówię; dom wariatów ! Podeszłam, pytam, a tato odpowiada :
-Zgrywam sobie muzyczkę na radio do samochodu.
Niedawno kupiliśmy sobie nowe radio; tato najwidoczniej dostaje świra, z całej "wspaniałości" czarnego pudełka.
Mniejsza o to. Wariaci, to wariaci. Jeśli idzie o intruzy;  mało ich było. Może jedynie kilka świrujących na mój widok, komarów, much i pszczół. Idiotyzm. (-_-)

Przypomniałam sobie, że nie wiecie jak wygląda inna część lasku; miejsce sójek.
Schodziłam po deseczkach wbitych w ziemię, mających przypominać schody. Fakt, faktem, że lepsze takie niż nic; było tam na prawdę błotnisto. Przechodziłam koło dębu, którym najprawdopodobniej sójki mają gniazdo, niestety, nie zauważyłam tam żadnego ptaka. Zeszłam i cyknęłam parę zdjęć krajobrazów. Jest tam las z chudymi pniami drzew; uwielbiam je. Są takie...mroczne, no, po prostu fantastyczne! 
Później zdecydowałam się ruszyć dalej; przedrzeć przez gęsto zarośnięte drzewa i zrobić zdjęcie pięknej łąki. Niestety, po pierwsze; aparat mi się rozładowywał, a po drugie : widziałam i czułam tam błoto, ale nie wiedziałam jak duże. Pewnie stanęłam kilka kroków dalej, i tu nagle; jestem w bajorku, po prostu stałam na samym środku błotnistego, leśnego, strumyczka. Gdybyś Cię wtedy widzieli moją minę!  No, a teraz o tej sójce, bowiem gdy przedzierałam się przez tą puszczę, nie zachowywałam się zbyt cicho, przez co pewna, młoda sójka, zerwała się ze strachem, z niedalekiego mnie krzaczka i wleciała do gęstego lasu. Wiedziałam, że wleciała i się zatrzymała tuż, tuż, ale to właśnie wtedy poczułam pod sobą wodę. I pomyślałam, że tropienie biednego ptaszka, jest niemożliwe. Trudno.

A teraz zdjęcia :
Fantastyczny lasek
                                               




Pozdrawiam,
Wiktoria :))

piątek, 12 lipca 2013

Spacerek..

Dobry !

Jak tam u Was ? Ja właśnie wracam z popołudniowego spacerku, którego głównym celem, było zrobienie zdjęć krajobrazu i wklejenie ich tutaj.

Więc tak; najpierw chciałam zrobić zdjęcia motylka, który niespodziewanie przykleił się do ściany mego domu. Niestety, motylki ( jak i ptaki) są zbyt  szybkie, jak dla mnie i nie umiałam zrobić mu zdjęcia. Później poszłam szukać, ładnych krajobrazów i te poszukiwania się udały. Dużo nie będę pisać, bo nie ma o czym.. ptaki uciekają, a pogoda taka sobie. Cóż.. podziwiajcie me panoramy. :)

                                             Pierwsze "zdjątko" jakie udało mi się zrobić. :)
Kolejna panorama, uchwyciłam nawet hamak.

                                                  "Światełko w tunelu.." - tak nazwałam to zdjęcie.. Fajnie?

                                         


                                              "Pochyła wierzba.."
Na tym zdjęciu kończę panoramy, wklejam zaś, zdjęcia roślin.

  
Na początku, miałam zrobić zbliżenie na kwiaty, ale gdy przypadkowo zrobiłam takie zdjęcie, spodobało mi się bardziej. Ten stołeczek- służy do zbierania porzeczek przez moją babcię. Ciekawe ?


 Nieco rozmazana, lecz uchwycona - pszczoła na kwiatku..

                                             Fajnie uchwycona róża.. to żółte- to promienie słoneczne.. Nieźle, co ?
   


                         
                                                  Trochę pysznego nieba...
                                                         ..i znów zajmujemy się przyziemnymi sprawami..

                                                    Głównie chodziło o różę, a teraz widzę nawet mokre listki. :)


Ja idę, czasu brak. Weny również..
Pozdrawiam, życzę fajnych fotografii,
Wiki :)