sobota, 20 lipca 2013

Dobry, czy zły dzień..

..oto jest pytanie.

Dzień dobro-zły! 

Gdybym pisała to kilkanaście godzin temu- byłoby zły, a że piszę teraz..

Dzień z początku zapowiadał się źle. Obudziłam się o 9, wysunęłam głowę spod kołdry i usłyszałam jak rodzice wyjeżdżają po zakupy. Wywinięcie się z łóżka i laptop. Nie ma końca internetu. Movie Star Planet, Howrse, Otop- wszystko woła. W dodatku było mi tak strasznie z-zimno, że myślałam, że umrę. (takie satanistyczne myśli) W końcu wywinęłam się spod koca i poszłam się przebrać. Chwilę leżałam pod kołdrą, a gdy miałam stuprocentową pewność, że nie zasnę mimo bólu głowy, poczęłam sprzątać pokój. Powiem wam- to pomaga. Sprzątanie zaczęło się na chowaniu ubrań do szafki, poprzez ścieranie kurzy, a wreszcie odkurzanie i zmienianie pościeli. Mówię wam- po 40 min. wychodziłam jak nowo narodzona. Wyszłam na chwile na pole- nie na długo- ptaków nie było, a nawet jak były nie chciało mi się szukać. Wróciłam i znów komputer. Od nałogu odciągnęła mnie mama, mówiąc, żebym jej przyniosła koperek z działki. Wyszłam, zmęczona, z bolącą głową i wypłoszyłam pełzacza. Nagle naszła mnie wielka chęć obserwacji. Podałam mamie koperek i poszłam się porozglądać po podwórzu; w sumie nic ciekawego;
-pełzacze ( chyba ze 3, miały coś w dzióbku)
-śpiewaki 2
-gawrony 3

Później ruszyłam na miejsce sójek. Poszłam (znanymi już wam) "niby" schodami. Ale sójek zero.
Skradałam się i skradałam i wreszcie wyluzowałam. Przeleciał właśnie myszołów i.. dłuższe zastanowienie- co to jest?! Już wiem- to kuropatwa ! Byłam z tego bardzo zadowolona. Postanowiłam ruszyć dalej w las. Trudne to nie było- wystarczyło pochwycić bluzę i płyn na komary. Jeśli idzie o aparat, lornetkę i inne tego typu przedmioty- nie miałam. Szłam więc bez niczego.
Weszłam na znajomą sobie ścieżkę, zadarłam głowę do góry, bo usłyszałam dziwne dźwięki. Właściciela odgłosów nie zauważyłam, ale ! Zobaczyłam coś o czym dawniej marzyłam - gniazdo. Nie wiem jeszcze czyje, ale jak mówiłam nie miałam aparatu, gdy tylko będę miała zrobię zdjęcie i wstawię na OTOP- może mi pomożecie w oznaczeniu. :)

Ruszyłam jeszcze na łąki- po drodze ujrzałam węża, ale to nie on był gwoździem dzisiejszej obserwacji. Gdy weszłam na łąkę czekała na mnie bardzo  miła niespodzianka - bażant. Jak żałuje, że nie miałam aparatu ! Takie obserwacje udokumentowane- to by było coś! ;) No, ale cóż.. tak to jest.

Wróciłam do domu, zaskoczyłam się informacją o grillu- tata kazał mi przynieść patyki. Poszłam więc na "dobrze znaną mi ścieżkę" , bo było ich tam dużo. Gdy przechodziłam obok gniazda- jeszcze raz rzuciłam na nie okiem i oto co zobaczyłam; drugie gniazdo obok tego !
Nie wiem, dlaczego to właśnie tam jest zagnieżdżone- zobaczymy. Uwielbiam śledzić ptasie życie- mając dwa gniazda koło domu, może być ciekawie.

Później, po ognisku usłyszałyśmy z mamą dziwne dźwięki. To prawdopodobnie, samiec sarenki w czasie godowym. Tak jakby wyśpiewywał pieśni, czy coś takiego. Cóż, nie znam się.

To tyle.  Obserwacje udane, jutro po południu postaram się znowu wyjść, no i.. zapamiętałam i zapisałam sobie dzisiejszą godzinę. Trzeba, bo widać, że to "ptasia" godzina. Takie rzeczy ! :)

Pozdrawiam, życzę jeszcze lepszych obserwacji,
Wiktoria

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz