piątek, 1 stycznia 2016

Święta w Niemczech

Hej, witajcie!
Nastąpił Nowy Rok. A Nowy Rok - przynajmniej u mnie - oznacza zmiany. Jednym z moich głównych postanowień jest wznowić regularne dodawanie postów na blogu, dzięki któremu zdobyłam nowe hobby - blogowanie. Ciężko jest mi sobie uświadomić, że już prawie 3 lata interesuję się blogowaniem i z każdą chwilą coraz bardziej mi się to podoba.. Chcę więc powrócić do dawnej regularności i systematyczności - mam nadzieję, że mi się to uda. Póki co moim planem jest dodawanie postów co dwa tygodnie, być może powrócenie do częstszego robienia zdjęć znaczni mi w tym pomoże. Dzisiejszy post nie będzie byle jaki. Pokażę Wam zdjęcia z wyjazdu do rodziny na święta i opiszę gdzie byłam, co robiłam, kiedy i dlaczego. Zapraszam!


Na święta Bożego Narodzenia postanowiliśmy pojechać do rodziny, do Niemiec, a konkretnie do Bawarii. 23 grudnia rozpoczęła się wielka przygoda. O godzinie 11:30 zaczęliśmy podróż. Jechaliśmy ok. 10 godzin, na miejscu byliśmy o 21:30. Rozejrzeliśmy się po okolicy i poszliśmy do mieszkania w którym mieliśmy spędzić kilka następnych dni. Mieszkanie mojego najstarszego brata, Kuby mieści się w najmniejszym miasteczku w Bawarii, w Rothenfels - jest niewielkie, ale przytulne. Były tam chyba bodajże dwa pokoje+ kuchnia z jadalnią i łazienka. 
Choinka w Rothenfels


Rano w Wigilię przywitał mnie taki widok z okna.



Od rana byłam bardzo podekscytowana, ponieważ Wigilia to mój ulubiony dzień w roku i zawsze nie mogę doczekać się chwili, gdy wszyscy zasiądziemy do stołu i zaczniemy zajadać. 

Najpierw pojechałam z tatą i siostrą na małe zakupy. Trzeba było kupić jeszcze kilka elementów do prezentów, dodatków do kolacji i trzeba było przywieźć mojego brata. Ok. godz. 11:20 wróciliśmy i zabraliśmy się do pracy. Tak, wszyscy! Ozdabialiśmy mieszkanie, szykowaliśmy nakrycia, lepiliśmy pierogi i robiliśmy masę innych rzeczy przygotowując się do świąt. Wigilia rozpoczęła się. Podzieliliśmy się opłatkiem, najedliśmy się, a następnie dostaliśmy prezenty! Mój brat specjalnie przebrał się za Mikołaja i rozdawał wszystkim prezenty. Naprawdę się uśmiałam. Po kolacji połączyliśmy się przez Skype z rodziną, która została w Polsce. Tak właśnie minął ten dzień. 



25 grudnia wybraliśmy się na wycieczkę do zamku w Rothenfels. Było to naprawdę kilka kroków od mieszkania mojego brata. Mieliśmy do pokonania około tysiąca schodów, aż w końcu dotarliśmy na zamek.


To chyba moje ulubione zdjęcie!

Im wyżej tym piękniejsze widoki :)

Oto zamek. Niestety nie mogliśmy wejść do środka.

Piękny dziedziniec.


Następnie przespacerowaliśmy się ulicami Rothenfels :))
Niebanalna droga do kościoła.

A to - rzeka Men.
Wieczorem pojechaliśmy jeszcze do Wertheim Village. To taka "wioska" z najbardziej markowymi sklepami, typu Hugo Boss, Zara itp. Nie byłoby w niej nic niesamowitego gdyby nie to, że w okresie świątecznym każdy z tych sklepów przystrojony jest tysiącem światełek, podobnie z resztą jak wszystko dookoła; drzewa, ścieżki, bramy.. Na żywo widok jest niesamowity, niestety na zdjęciach tak tego nie widać i wszystko zlewa się w jedną, oświetloną plamę :( Gdybyście mieli kiedyś okazję pojechać tam w święta to serdecznie polecam :) 


Normalnie Disneyland *_*



26 grudnia, w drugi dzień świąt pojechaliśmy do Wertheim. Zwiedziliśmy to piękne miasteczko przy temperaturze ok. piętnastu stopni na plusie.. Główną atrakcją był zamek, gdzie weszliśmy na najwyższą wieżę, z której rozciągały się piękne widoki. 










Przez następne dni nie robiłam już tylu zdjęć i nie działo się też zbyt wiele, więc właściwie na tym możemy zakończyć.



Dziękuje za przeczytanie, 
pozdrawiam,
~Wiktoria ♥



sobota, 19 września 2015

Fotografia.. znudziła mi się?!

Absolutnie nie! :) Ostatnimi czasy nie mam odpowiedniego sprzętu by robić jakiekolwiek zdjęcia, ale uznałam, że mimo wszystko nie wolno się poddawać. Robię zdjęcia moim telefonem, który jest... lekko mówiąc słaby, ale robię wszystko by odzyskać mój aparat, a kto wie, może i wkrótce uzbieram na nowy? :) A tymczasem wrzucę kilka zdjęć, by nie było aż tak pusto i będę się starała dodawać jeden post na dwa tygodnie :)

PS. Powodzenia w nowym roku szkolnym! ♥


Urokliwy zachód słońca..

Kiedyś miałam okazję gościć w moim domu żółwia.. ^^

Słońce idzie spać..

Nieprzespana noc.. 4:50

A to ja.. w promieniach wiosennego słońca..


Pozdrawiam,
~Wiktoria.

piątek, 15 maja 2015

Życiówki! ♥

Witam, witam i o zdrowie pytam! ♥
Jak już moja tradycja głosi, DAWNO mnie tu nie było! No i tak teraz, opowiem w skrócie co się u mnie ze strony ornitologicznej dzieje, bo coś na rzeczy jest na pewno.

Od dosłownie kilku dni chodzę z moim psem, Pusią (pozdrawiam wszystkich którzy pamiętają post o moich zwierzętach!) na spacery na smyczy. Pomyślałam, że ma ona już te swoje 6 lat, a nigdy jeszcze nie zajmowałam się nią jakoś szczególnie. No a teraz wiosna, piękne wieczory i z chęcią przespaceruję się po mojej cichej okolicy, szczególnie z kimś, bo samemu to tak.. samotnie. No a że tylko Pusia ze mną ma możliwość gdzieś chodzić i sprawia jej to przyjemność, to czemu nie! Ale też podczas tych spacerków, chcąc nie chcąc, gatunki mi wpadają. Co oczywiście bardzo mnie uszczęśliwia, bo mimo iż troszkę zaniedbałam moją pasję, to nie znaczy że przestała ona mnie tak bardzo cieszyć. A wręcz cieszy bardziej niż kiedykolwiek, po tak długiej przerwie. No ale dosyć gadania, przejdźmy do wypisania gatunków! =)

Zdobyłam życiówkę pleszki! Był to samiec, jak udało mi się ustalić. Siedział sobie spokojnie na jednym z płotków, wyglądał ślicznie. Na liniach wysokiego napięcia gromadziły się jakieś małe, ale za to całkiem grube ptaszki. Nie jestem pewna, ale to chyba mysikróliki, o ile się nie mylę. Też życiówka! Oczywiście dziesiątki oknówek pojawiły się również na liniach.
No i to w sumie tyle z nowości. Dziękuje za ponad tysiąc wyświetleń i.. w sumie tyle.

Pozdrawiam,
~Wiktoria ♥

czwartek, 2 kwietnia 2015

Back to the game! ♥

Witam po dłuugiej nieobecności, za którą bardzo przepraszam. W zimie przeżywałam taki jakby "kryzys" - dużo chorowałam a potem miałam mnóstwo zaległości w szkole. Nim się obejrzałam pojawiły się pierwsze bociany białe! Tak, nadeszła wiosna i pobudziła mnie do życia. Mój nowy post na OTOP'ie to właśnie "Wiosna pobudziła mnie do życia" bo jest to szczera prawda. Społeczność OTOP'owa ani trochę się nie zmieniła, nadal panuje tam cudowna atmosfera. Ciężko wypowiadać mi się o moich wiosennych obserwacjach kiedy za oknem prószy śnieg. (Tak, w Wielki Czwartek!) Zastanawiam się czy przypadkiem przyroda nie pomyliła sobie świąt.. O.o
Tęskniłam też za blogowaniem, więc wracam i mam nadzieję, że zostanę tu na dłużej, o ile tylko znajdę czas. Aby było Wam miło, na koniec postu wrzucę moje najlepsze zdjęcia przyrodnicze wyjęte "z szuflady". Miałam na godzinę wychowawczą przygotować prezentację dotyczącą mojej pasji. Wybrałam fotografię, a następnie, co za tym idzie, kilka moich najlepszych zdjęć.

Pozdrawiam,
~Wiktoria.











sobota, 13 grudnia 2014

Ale jak to..?

Sama nie wiem co myśleć o tej sytuacji.. jest grudzień, a ostatni post był na początku października. Czy to szkoła, czy też przysłowiowy "brak weny"? Postaram się znaleźć odpowiedź na to pytanie..


Cześć.

To prawda, że szkoła jest dość zajmująca, trochę bardziej, niż  była wcześniej.. Ale i tak powinnam znaleźć czas na mojego najukochańszego bloga. Mam wiele blogów, ale to właśnie ten, jest dla mnie najbardziej sentymentalny, i ogólnie bliski mojej duszy. Jeśli chodzi o główny temat tego bloga - była to przyroda i moje życie. I.. zmieniło się nieco przez te kilka miesięcy. Popełniłam wiele błędów i zbyt pochopnych decyzji.. Próbowałam wielu pasji i zainteresowań. Wydaje mi się, że doszłam do takiego etapu, kiedy próbuję znaleźć swoją największą pasję, i wszystko co jest dla mnie "najlepsze". I ostatnio cały czas dużo myślę. O tym co powinnam robić, o tym, co najbardziej kocham i w ogóle. I chyba właśnie dzisiaj, obudziwszy się w sobotę o 10:10 - nadszedł moment, kiedy wszystko przemyślałam i mogę o tym komuś powiedzieć.

1. Jestem i byłam perfekcjonistką, ale właśnie w ostatnim czasie zapomniałam o tym, że w czystym i poukładanym środowisku czuję się najlepiej.
2. Przez ostatnie kilka miesięcy zapomniałam o blogowaniu - czyli o tym co naprawdę kocham.
3. Przyroda straciła dla mnie jakieś głębsze znaczenie, ale to wszystko przeze mnie. Kiedy wczoraj bezmyślnie przyglądałam się ptakom za oknem zrozumiałam, że nadal je kocham i nadal lubię chodzić na spacerki przyrodnicze.
4. I choć oceny na koniec semestru chwieją się na 4+ i 5 - muszę zacząć się systematycznie uczyć.
5. Lekki nałóg komputerowy? Bardzo możliwe i niego muszę się pozbyć.
6. Żyć w poukładanym i synchronizowanym (boże, jakie trudne słowo :o) świecie.

A jeśli chodzi o jakieś inne rzeczy, które działy się ostatnio w moim życiu, to np. odkryłam w sobie dosyć dziwny lęk. Boję się ludzi. Panicznie boję się przebywać w tłumie obcych ludzi.. (tak wiem, dziwak jestem) Nie wiem jak się ta choroba nazywa (o ile w ogóle taka choroba istnieje..) ale mam też coś rodzaju klaustrofobii - tyle, że nie boję się przebywać w ciasnych pomieszczeniach, a w tłumach. Dostaję wtedy coś rodzaju nerwicy i szału.. i uciekam! O_o

Mam nadzieję, że się na mnie nie obraziliście, że nie było mnie tyle czasu.. ;)

~Wiktoria.

sobota, 11 października 2014

To już październik?

Może moje teksty typu "Koniec lipca?" "To już październik?" nie są zbyt pomysłowe, ale kiedy brak weny doskwiera, jakoś ciężko coś wpisać w rubrykę nazywaną tytułem.

Hej!

Dosyć dawno już się nie odzywałam, ale 4-6 już przyprawia o brak czasu, niestety. Może nie jest jeszcze najgorzej, ale także nie miałam pojęcia o czym napisać. Jakoś te moje obserwacje ostatnio nie owocują w jakieś wspaniałe gatunki. O ile w ogóle w coś owocują, bo to też nie zdarzyło się już dawno. Były Europejskie Dni Ptaków. Przypomniałam sobie w sobotę ok. godz. 18 -.- No.. niby gdzieś tam wyszłam, ale mimo starannego przeczesania terenu zobaczyłam tylko dwie sójki i sikorkę. A w niedzielę dopadło mnie złe samopoczucie gdyż po tej sobotniej wyprawie w niezbyt doskwierających warunkach atmosferycznych zdobyłam przeziębienie, przemoczone ubranie i obuwie. Także nie najlepiej, jak sami widzicie.

Teraz mam długi weekend aż do 15 października, a pogoda jest na prawdę ładna, więc staram się coś poobserwować, ale na prawdę niewiele widać. Być może po prostu brak mi cierpliwości? Bardzo możliwe. No ale teraz będę brała zapas książek lub przyrządów do malowania, położę się na trawie, tak aby się wtapiać w tło jak kameleon i będę czekać. Może się uda coś zobaczyć? Byłoby miło.

Z rysunkami również słabo gdyż ostatnio bardziej zainteresowałam się grafikami komputerowymi, a  w szkole mam plastykę, więc też mi tego nie brakuje.. Ale teraz wezmę się za akwarelówki (no niestety) i może się uda coś ogarnąć jesiennego. Oczekujcie w zakładce "Rysunki".

Być może odezwę się jeszcze na dniach jeśli uda mi się coś fajnego zaobserwować lub narysować.

Pozdrawiam,
Wiktoria. :) 


poniedziałek, 8 września 2014

Złote Stawy - Śladków Mały.

Wczoraj wybrałam się z rodzicami na chrzciny do córki mojej kuzynki. Ustaliliśmy, że zostaniemy na noc, ponieważ droga jest dosyć długa i męcząca.

ok. 8:30. 

Wyjazd. Cel: Busko Zdrój :) 
Po drodze z ciekawszych gatunków zobaczyłam jedynie czwóreczkę oknówek na linii. 

11:30. 

Dojechaliśmy. Minęliśmy Pacanów, zatrzymaliśmy się na rynku w Busku, by wejść do kościoła. 

15.00 

Mniej więcej o tej godzinie zaczęło się robić ciekawie, bo choć rodzinna "impreza' już trwała, wiadomo - nieco mi się nudziło. Poszłam więc na spacer wokół owego "Zajazdu", gdzie odbywały się chrzciny. Polną dróżką dotarłam do lasu. Droga była niczym z bajki. Wokół nas szerokie pola, a na nich krzaki sięgające mi do ramion. Słońce ogrzewało bardzo mocno, więc było gorąco. Ten las był chyba najcichszym zakątkiem na ziemi. Nie ma grzybów, nie ma ptaków, nie ma śmieci. Po prostu oaza spokoju. Idąc cicho i dosyć powolnie, dotarliśmy do bramy, a za nią... 

Krajobraz jak ze snu.. pole, wysuszone od słońca. Za nim staw, wielki staw. Woda niebieściutka. Ryby się pluskają. Za stawem iglasty las, niczym ciemno-zielona ściana. 
Eh.. 
Niestety tabliczka "Teren prywatny!" wyrwała mnie z tego pięknego snu i musiałam wracać. Podczas spaceru przyplątał się do nas pewien pies, a właściwie suczka ;) Była naprawdę pięknym (prawdopodobnie owczarkiem), jedynie niezbyt zadbanym. :( 

Następnego dnia, 7:30. 

Obudziłam się już. Słońce delikatnie wsunęło się do naszego pokoju. Był on przestronny, czteroosobowy, z telewizorem i ogromnym balkonem. Do tego duże szyby i oczywiście duże drzwi na balkon. Ponieważ było tam duszno, okno było uchylone. Słyszałam mnóstwo ptaków. Skrzeczące gawrony, krakające wrony, śliczny śpiew pierwiosnka (?). 

Po prysznicu i ubraniu się, razem z mamą wyszłam z owego domu, gdzie spałyśmy. Na końcu ulicy znajdował się niewielki sklep spożywczy. Chrzciny oraz nocleg były w niejakiej miejscowości; Śladków Mały. Po zakupach i spacerze wyszłam na balkon. Poprzedniego dnia wróciłam dosyć późno, dlatego dopiero teraz mogłam zerknąć na krajobraz. Był naprawdę zapierający dech w piersiach. W oddali (jakieś 5 m) rozlegały się stawy. Tuż pode mną drzewa w kolorowym sadzie. Obok plac zabaw z mini-altanką. Ach, cudownie było nabrać powietrza w płuca i poczuć smak wakacji. (Choć to był tylko weekend). 

ok. 9:00. 

Poszłam z mamą, wujkiem, ciocią i kuzynką na przechadzkę po okolicy. Spacerowaliśmy brzegiem stawów, widzieliśmy miliony żab, oraz.. : 
-kilka łysek (życiówka!)
-kilkanaście czernic (życiówka!)
-oraz kilka samic krzyżówki

Na końcu minęliśmy tabliczkę w kształcie ryby z napisem jak w tytule;"Złote Stawy - Śladków Mały" ;) 

~Wiktoria.