wtorek, 29 lipca 2014

Ale jak to?! Skończył się lipiec?!

Tak, prawda boli, a szczególnie taka, że połowa wakacji za nami. No błagam, dlaczego?!

Hej!

Naprawdę lipiec minął w tempie błyskawicznym, a nawet gorzej. Jak to się mogło stać? Przecież dopiero było zakończenie roku, no! Za niedługo rozpoczęcie. Jesień, czwarta klasa, coraz krótsze dnie i nieustająca nuda.Czas leci z prędkością światła. No bo.. jak dziś pamiętam ten dzień, kiedy zakładałam "Za lasami, za górami". Dziś ten blog, w tłumie wszystkich innych moich nabiera swego rodzaju stylu, a jego właścicielka męczy się, wypisując wypociny po to, by mieć wytłumaczenie, dlaczego nie chciało jej się ruszyć tyłka i posprzątać kuchni. Ale.. tak czy siak, minął już ROK tego bloga i to miesiąc temu. To naprawdę dziwne. Lato, jesień, zima, znów lato spędzone właśnie tutaj. Niemal w każdym miesiącu znajdowałam chociaż jedną chwilę by coś napisać. Jeśli rzadziej, to dłużej. A jak często, to krótko. Aż wreszcie wynalazłam mały standard. Minimum raz na dwa tygodnie, długo, ale przeważnie i tak raz na tydzień. Wciąż na tym samym laptopie, dodając zdjęcia, ciesząc się chwilą przekazaną wyłącznie na przyjemności. Bo ja UWIELBIAM pisać. Niezależnie o czym, ani kiedy. Pamiętam, kiedy po drugiej w nocy zaczynałam opowieść, bo we śnie odnalazłam fabułę i nie chciałam, by mi uciekła. Pamiętam, jak w błyskawicznym tempie napisałam "Burzę", następnie "Serafinę" a potem "Elfią Wojnę" i wreszcie "Dziennik Martyny". Lwy, elfy, ludzie - świat zupełnie inny i niewiarygodny. Albo świat zupełnie przyziemny - jednodniowe wycieczki, obserwacje, spacerki, nuda, uzależnienie, chęć powiadomienia. Jak to się stało, że minął rok, odkąd zaczynałam moją przygodę z pisaniem blogów? Wtedy było to dla mnie coś zupełnie nowego, a teraz.. Szkoda gadać. Nie wiem po co o tym piszę, ale mam wenę, więc postarałam się ująć w słowa to, co uderzyło mnie jakiś czas temu. Że całe moje życie, świat, odczucia, możliwości, pomysły w ciągu minionego roku, opisane są tutaj , w tych krótkich postach, ujęte  w słowach, jakich rok temu jeszcze nie znałam. Odkąd zaczęłam pisać na blogach, moje życie zmieniło się nieodwracalnie. Może za rok, za dwa - porzucę to, może nawet nieświadomie. Ale do końca życia będę pamiętać chwile, kiedy zasiadałam przed komputerem i pisałam. Od 5 do 50 minut, ale pisałam.

Uff, rozpisałam się. Ale przynajmniej wreszcie to z siebie wydusiłam. Szczerze to ten post miał być o zupełnie innej tematyce, ale co tam. :) Rok bloga.. to doskonała okazja by to wszystko napisać. ;)
No dobra, wróćmy do tamtej tematyki, ale w wielkim skrócie. Na początku sierpnia jadę do Buska Zdroju z moją mamą i może z przyjaciółką  Natalią , którą napewno znacie z moich postów. :)


No dobra, kończę.

//Wiktoria.

sobota, 19 lipca 2014

Sobotni wypad do Rzeszowa.

Witajcie! Dzisiaj po obiedzie pojechałam z rodzicami i siostrą do Rzeszowa. Z mojego miasta droga trwa ok. 2h. Po drodze nic ciekawego, jedynie kiedy już dojeżdżaliśmy, (Rzeszów i okolice) pojawiło się nagle mnóstwo ptaków. W szczególności lecące wrony i kawki, ale znalazł się także rudzik siedzący na drucie. Niestety, podczas drogi nie udało się zrobić zdjęć, bo jechaliśmy dosyć szybko. Jednak kiedy znaleźliśmy się już na parkingu w Rzeszowie, naprawdę zaszokowała mnie liczba ptaków. Niby standardowe dwa, trzy gatunki, ale jakby "oswojone" z przechodniami, więc łatwo robiło się zdjęcia. Jednak reszta grupy podczas spaceru nie dawała mi czasu na odpowiednie wykadrowanie, więc robiłam jak leci i szłam dalej. Trudno, ale oto wyniki.

Pozdrawiam,
Wiktoria.







piątek, 18 lipca 2014

Bezowocna obserwacja.

Wczoraj zaplanowałam na dzisiaj obserwacje z samego rana. Oczywiście "sam poranek" to u mnie 9:00, ale i tak wielki sukces.

Hej!

Dzisiaj wstałam o godz. 9. A o 9:12 byłam na polu. Przemierzyłam podwórko sprężystym krokiem, ale żadnego ptaka. A więc weszłam do lasu i zobaczyłam rudzika. Jednak to był pierwszy i ostatni ptak na tym spacerze. Nie będę wiele pisać. Dołączę tylko zdjęcia (krajobrazów rzecz jasna).


Pozdrawiam, 
Wiktoria. :)


Urocze podwórko

Skrzące się krople..

Wilgotne listki po wczorajszym deszczu

Omszała ścieżka..

Z perspektywy smerfa..

...

Leśny strumyk..

Niczym zielone daszki, chroniące ziemię przed deszczem..

Brak słów..



środa, 16 lipca 2014

Jakby o niczym..

..ale jednak o czymś.

Czy można coś wywnioskować z tego tytułu? Szczerze wątpię, ale moja kreatywność cierpi. Co sprawia, że.. TYTUŁ TAKI POZOSTANIE.

Hej!
Może i moja kreatywność cierpi, ale na pewno nie zwleka. Gdybym tylko miała gdzie pisać opowiadania.. - och, mówię - inaczej by to wyglądało. Mój Świat co prawda istnieje, ale ostatnią powieść należało skończyć, a  co do nowej, to trzeba mieć nową fabułę, co jest w tym wszystkim najgorsze. Bo ja nie wiem nawet o kim mam pisać. Albo o czym.

Tutaj próbuję pisać, ale nic się nie dzieje. Po co więc tak się przemęczać, żeby wyskrobać zwykłe wypociny? No.. nie wiem po co piszę tego posta. Może dlatego.. że mi się nudzi. Tak czy owak - są wakacje. I to piekielnie krótkie wakacje. No bo to już trzeci tydzień, a ja nadal byłam tylko w Jurkowie i Ciężkowicach, nie zobaczywszy żadnego ptaka. Uuh, zaczynam tracić nadzieję czy w ogóle wpadnie mi jakaś życiówka na tych wakacjach.. Tak więc postanawiam się wybrać jutro gdzieś, żeby w ogóle jakąś sikorkę zobaczyć. Czy cuś. 

"Wybrać gdzieś" oznacza pójść na spacer do lasu, bo nigdzie indziej raczej nie pójdę, wiedząc że moim jedynym wyjściem z domu w tym tygodniu będzie przejażdżka do Rzeszowa w sobotę. Poszło by na jakiś basen, nad rzekę, do parku.. Ale jak i z kim?! Nie wiem..

A co do tego spaceru do lasu i na łąki, to postaram się wstać trochę wcześniej niż zwykle i zamiast się nudzić i wylegiwać, to pójść z aparatem (czyt. telefonem) na obserwacje. Jakbym chciała zrobić zdjęcie jakiemuś ptakowi.. *.* Ale niestety - przy ostatnich doświadczeniach będzie cudem jak w ogóle coś zobaczę.. Nie wiem dlaczego ptaki ostatnio tak rzadko się pokazują, przynajmniej u mnie. Czy to sprawa upałów, deszczy, burz.. ? Cóż, nie mam pojęcia.

Postanowiłam reaktywować LK. Zbieram nowych ochotników na dołączenie i dawnych lwów na powrócenie do zabawy. Może ktoś z Was chce dołączyć? Piszcie na: wikigie2305@gmail.com

Pozdrawiam,
Wiktoria.

PS. Chyba zmienię treść zakładki "O mnie". ;3

poniedziałek, 7 lipca 2014

Jurkowa plaża..

30 stopni Celsjusza, upał, ciepła woda, rozgrzany piasek - Jurków 2014.

Heej!
Wczoraj zgodnie z planem, o którym Was powiadomiłam, pojechałam z rodzicami do Jurkowa :> Było tam wręcz cudownie, a w drodze powrotnej..
ALE OD POCZĄTKU. 
O godz. 11 (nikomu specjalnie się nie śpieszyło) wyjechaliśmy. Droga trwała nie dłużej niż 45 min. Podczas drogi robiłam mnóstwo zdjęć "przez okno" moim telefonem, bo chwilami widoki były na prawdę ciekawe.




Tak wyglądało owe kąpielisko:




Było upalnie, wakacyjnie i.. cuudownie ;3 Polecam.
Jednak nie był to koniec naszej wycieczki. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w Ciężkowicach, miasteczku skalnym. Z owego miejsca również relacja fotograficzna:










No i to by było na tyle :)

Pozdrawiam,
Wiktoria.

czwartek, 3 lipca 2014

WAKACJE!

27 CZERWCA, PIĄTEK - STAŁO SIĘ COŚ NA CO CZEKAŁAM OD BARDZO DAWNA;
ZAKOŃCZENIE ROKU SZKOLNEGO 2013/2014 I TYM SAMYM ROZPOCZĘCIE.. WAKACJI!

Hej!

Wiem, że dawno nic nie pisałam, ale nie miałam czasu, siły, ani nawet chęci. Wieczne ogniska, zabawy, opalanie, muzyka.. itd.  Ale nie macie mieć mi co za złe, gdyż mamy wakaacje!


W niedzielę jadę do Jurkowa, nad jezioro. <3 Kochamm <3 Będę obserwować ptaki, opalać się, pływać na dmuchanym materacu.. Żyć nie umierać. Prawdopodobnie w drodze powrotnej zahaczymy o Ciężkowice, gdzie znajduje się skalne miasteczko.  Być może w najbliższym czasie pojadę również na weekend do Gródka nad Dunajcem, do domku letniskowego. <3 10 czerwca dostałam swój wymarzony telefon - Sony Ericsson Xperia Mini <3 Po jego dłuższym użytkowaniu oznajmiam ; Kocham go! <3


Uzależnienie od gry "Pou" pogłębia się, a ja nie mam na to wpływu. Love it.


1 lipca przyszła do mnie przyjaciółka na dwie noce. Dzisiaj wróciła do domu. Podczas wczorajszej nudy, spotęgowanej słońcem, wpadłyśmy na pomysł, żeby zabrać Pusię na spacer, na smyczy. Ani ja, ani Pusia nie byłyśmy specjalnie zachwycone. Pusia po raz pierwszy w swoim psim życiu miała wyjść na smyczy. Samo zapięcie jej tego sznurka kosztowało nas wiele bieganiny. Dopiero mojemu tacie udało się uspokoić tą bestię i zapiąć jej tę smycz. Poszłyśmy na górę, na podmiejską ulicę na której mieszkam.Ruch był niewielki, tym bardziej, że była 17, za to sporo było psów.  Pusia rzucała się około 5 razy i szczekała na przejeżdżające auta. Wszystkie trzy byłyśmy zmęczone i zasapane. Dzisiaj również poszłyśmy z nią na spacer. Puśka była trochę spokojniejsza, przy zapinaniu smyczy, potem była spokojna w stosunku do aut i tylko raz rzuciła się na jakiegoś psa. Byłyśmy tak zaszokowane, że Pusia z łatwością dostała całą miskę karmy w nagrodę. Potem próbowałyśmy ją nauczyć jakichś podstawowych komend, np. "Siad" "Leżeć" "Zostaw" , ale niezbyt nam to wyszło. Najbardziej zabawne było to, że u Pusi "Leżeć" to "Lizać" i odwrotnie. ;)


No dobra, kończę już.
Pozdrawiam,
~Wiktoria.