poniedziałek, 24 marca 2014

Podsumowanie obserwacji 2014 r.

Wszystkie gatunki widywane w tym roku:
1. sikora bogata.
2. sikora modra.
3. kwiczoł.
4. sójka.
5.wrona.
6. kos.
7.gołąb miejski.
8. kruk.
9. sierpówka.
10. jemiołuszka.
11. dzięcioł duży.
12. gil. (samiec i samica)
13.  myszołów.
14.śpiewak.
15. pełzacz ogrodowy.
16. bocian biały.
17. kowalik.
18. bażant. 
19. jaskółka oknówka.


Gatunki widziane po raz pierwszy w roku 2014:
1. sikora uboga.
2. rudzik.
3. pierwiosnek.
4. bocian czarny.
5. potrzos.
6.trznadel.
7.wilga.
8. zięba.
9. sikora czarnogłówka. 
10. mewy (nie wiem dokładnie jakie, prawdopodobnie srebrzyste)

Godzinna obserwacja

Cześć!
Dzisiaj zaczynają mi się rekolekcję, na które dzisiaj pójść niestety nie mogłam więc musiałam sobie jakoś zagospodarować czas! 
Dzisiaj wreszcie udało mi się wyjść na obserwacje w plener! Pogoda i samopoczucie zachęcały jak nigdy dotąd, więc obudziłam się już o 7:30. Nie miałam takiego zamiaru, ale wschodzące słońce tak miło zaświeciło w twarz, że aż się obudziłam. Wstałam ubrałam się i zeszłam na dół by coś przekąsić. Prędko zjadłam kanapkę, założyłam bluzę oraz kamizelkę, po czym wyszłam z domu.
Punkt 9:00 znalazłam się na podwórku. Wybrałam chyba dobry moment, bo słońce nie oświetliło jeszcze całego podwórka, dzięki czemu powietrze było rześkie  i świeże. Najpierw postanowiłam obejść całe podwórko. Była to z pewnością ptasia godzina, bo ktoś siedział w krzakach, ktoś krążył podniebnymi ścieżkami, a grupa innych "ktosiów" buszowała na drzewie. Jedyne co wiedziałam to to, że w krzakach siedziała czerwona plamka. Co to takiego? Podchodziłam wolno i bezszelestnie po czym stwierdziłam: rudzik! Wesoła czerwona plamka zaczęła śpiewać. Kto latał? Nie jestem pewna ale po sylwetce rozpoznałam wronę. Gdy rudzik odleciał ruszyłam w inną stronę. Schowałam się za żywopłotem i obserwowałam "Ptasi Sad" (jak nazwałam cudownie kwitnące miejsce, gdzie ptaki uwielbiają śpiewać). Oprócz kilku sikorek bogatek nie zobaczyłam zbyt wiele. Poszłam jednak do dawnego "miejsca sójek" Ale sójek - ani śladu. Przykucnęłam na omszałym drewienku pod jabłonią i zapisując rudzika w notesie obserwacji lustrowałam wzrokiem zarośla. Zobaczyłam pewnego ptaka, który niestety stał pod słońce i z żadnej strony nie szło go oznaczyć. Patrzyłam na niego przez długi, długi czas zastanawiając się, kto to taki, kiedy on w końcu odleciał. Westchnęłam z żalem i postanowiłam pójść jeszcze na dawniej nazwaną "Łąkę Motyli". Wydawało mi się, że na motyle jeszcze za wcześnie więc przyglądałam się lasu, gdzie mnóstwo ptaków wyśpiewywało swe melodyjki. Przykucnęłam na trawie, ale to w dalszym ciągu nic nie dało. Poszłam więc do lasu, gdzie trudniej było zachować ciszę, bo byle złamana gałąź płoszyła wszystkich dookoła. Widziałam sikorkę, sójkę i... gniazdo. Było ono duże, na bardzo wysokim drzewie, ale znalazłam pewne miejsce, skąd widać je było doskonale. Ale właściciela gniazda - nie spotkałam. Po pójściu w drugą stronę lasu oprócz kolejnej bogatki i dwóch sójek znalazłam tylko cudne, polne kwiaty. Nie wiem jak się nazywają, ale są na tyle cudowne, że zerwałam kilka z łąki (była ich tam cała masa). Później postanowiłam iść ścieżką bezpośrednio prowadzącą do domu, bo jakiś pan piłą łańcuchową zagłuszał piękną ciszę lasu. Kiedy zjawiłam się na podwórku, pomyślałam, że nici z dalszych obserwacji, ale nim weszłam do domu zobaczyłam jeszcze  jednego rudzika.

Nie miałam pojęcia, że obserwacja zajęła mi równą godzinę. Bardzo się z tego powodu cieszę :)
Jest jednak pewien minus - Aparat nadal zepsuty. Bardzo chciałabym uwiecznić tą obserwacje.


Pozdrawiam, życzę miłych dni,
Wiktoria.

sobota, 8 marca 2014

Nadeszły dni..

..kiedy jedynym pocieszeniem są koty.

Hej! Tytuł może słabo rozgarnięty, ale tak bywa.
Katar, ból gardła i termometr zdołały wspólnymi siłami wcisnąć mnie do łóżka. Książki, góra chusteczek higienicznych, laptop, syrop, witaminy i tabletki zaćmiły moją chęć do życia. Jedynie koty nie boją się, że ich zarażę i kładą się ze mną. To.. pocieszające.

Tak było wczoraj i przedwczoraj. Dzisiaj już nieco lepiej chociaż katar nadal jest, a samopoczucie takie... słabe.
Na bank nie dostałam się do drugiego etapu konkursu matematycznego - nie żartuje, wynik naprawdę słaby, sama się zdziwiłam. Nie jestem zbyt ogarnięta, muszę się pouczyć, ale kompletnie mi się nie chce. Zwykle w sobotę wysprzątałabym cały dom, a teraz mi się nie chce. Czytam książki, siedzę przy laptopie i oglądam tv. Robię wszystko, by nie zajmować się nauką. Nawet Dzień Kobiet nie poprawił mego samopoczucia.

Wiem, że jedyne czego trzyma się ten wpis to chaos, za co przepraszam, ale miałam ładnie ułożoną formułkę wczoraj, ale że jestem leniwcem jak Sid z "Epoki Lodowcowej" to wczoraj mi się nie chciało pisać, wzięłam się za to dzisiaj.

http://ekipav.blogspot.com/ - jak komuś się zachcę niech zajrzy, ale nalegać - nie nalegam.
Nudy i bazgroły.

A propos bazgrołów - słabo mi to idzie ostatnio może się za to wezmę dzisiaj, ale i tak nie mogę zrobić zdjęcia, bo mi się aparat zepsuł.

A wielka szkoda, bo gile widziałam dzisiaj. Dwa samce i samica.
Przelatywała raz po raz, a kiedy została sama parka, było najciekawiej. Siadały na tej samej gałęzi, coś śpiewały oraz na przemian zmieniały miejsca na gałązce, zabawnie to wyglądało.  Oraz bogatka, ale to norma.
Nie będę was dłużej zanudzać.

Pozdrawiam,
Wikuś.