piątek, 23 sierpnia 2013

Muzeum Przyrody.

Witam :) 

Od dobrych paru dni nieco się wydarzyło i miałam wielką chęć o tym Was powiadomić, ale nie było weny. Wprawdzie do tej pory nie ma, ale postanowiłam coś z tym zrobić.

Parę dni temu byłam z kuzynką i rodzicami w Krempnej, w Muzeum Przyrody. M. in. były tam różne prezentacje o zwierzętach, oglądanie wypchanych zwierząt i odgłosy natury. Co prawda było tam mało ptaszków przedstawionych, ale kilka owszem i byłam z tego wielce zadowolona. Zdjęcia mam na komórce taty, nie zostały jeszcze zrzucone na komputer, więc nie mogę dołączyć.
Jednym słowem: Bobry, wilki, borsuki, dziki, myszy, sarenki, niedźwiedzie, oraz parę drewnianych ptaszków, typu:
-bocian czarny
-orlik krzykliwy (godło Magurskiego Parku Narodowego)
-bielik zwyczajny

I kilka innych mniej ciekawych gatunków, których już nie pamiętam. Prezentacja była ciekawa, nastrój jak w kinie.. Ciemno, tylko na dużym ekranie wyświetlony film o zwierzętach i roślinności. Bardzo bardzo ciekawie. A zdjęcia, tak jak mówię; dołączę kiedy indziej. :)

"Na żywo" zobaczyłam jeszcze kilka gatunków ptaków. Po prezentacji udaliśmy się na zwiedzanie owej Krempnej. Byliśmy na straganie, w Cerkwi, a na końcu poszliśmy nad zalew, gdzie (nieplanowane!) trafiliśmy na piknik rodzinny. Były tańce, ogródek piwny, w którym zjadłam z kuzynką frytki i kupiłam sok. Cie-ka-wie! ;)

W drodze powrotnej widzieliśmy jeszcze dwa gniazda bociana na przydrożnych słupach. Piękne. A później, ni stąd, ni zowąd, zobaczyłam orlika krzykliwego! 

Wybaczcie, że dopiero teraz Wam o tym pisze.. Niestety, wcześniej nie miałam jak. Teraz planujemy wycieczkę do Karpackiej Troi. Tam z kolei jest skansen archeologiczny. :)

Pozdrawiam, Wikcia ;)  




środa, 7 sierpnia 2013

Z dnia dzisiejszego; 06.08.


Witam

Dwa dni połączyły mi się w całość. Wczoraj niespodziewanie wpadła do mnie Natalia, kuzynka i została na nockę. Hah, wiadomo jak to jest, jak się śpi z kimś. Obudziłyśmy się o 7, po śniadaniu i jako takim, ogarnięciu naszego bajzlu, spowodowanego nocą, wyszłyśmy na pole. Epicki plan łażenia boso po mokrej od rosy trawie. A właściwie.. zanurzmy się w pęd tamtej chwili.. W jakże czystej trawie perliły się krople chłodnej, orzeźwiającej rosy,  delikatne słoneczko opiekało nasze bosy stopy, a szczekanie psa odbijało się echem o ściany mego domu. Słuchałyśmy z podnieceniem i relaksem jak w oddali szczekające psy milkną, a my zaczynamy słyszeć ptaki. Wszelkiego rodzaju. Jaskółka darła się wraz ze swoimi towarzyszkami, sójki, prawie, że biły się na wysokim buku, powodując przyjemny szelest, a śpiewaki siedzące na drucie śpiewały swym charakterystycznym śpiewem. Czar prysł, gdy moja niecierpliwa kuzynka zaniechała wszelkiego relaksu i wyciągnęła mnie na spacer do lasu. Tam też fajnie tylko komary.. ach.. Po drodze znaleźliśmy piórko sójki. Nie jedyne, jakie znaleźliśmy dzisiaj. Później była masa innych zajęć, ale gdy przyszła moja mama z pracy, poszłyśmy odprowadzić Natalię. Jakieś dwadzieścia minut drogi, idąc spokojnie. Było miło. Odbijałyśmy piłką itd. Później wystarczyło przejść się za blok. Krzyki "Piórko!" Piórko!" - wybrzmiewały co jakieś 5 sekund. W sumie to było ich 12. Nie wzięliśmy jednak wszystkich tylko jednego. Wszystkie były gołębie.

Tak, więc. W ciągu ostatniego czasu nie było sensacji dotyczącej ptaków. Jedyne co udało mi się zobaczyć to:
-parę gawronów
-gołębie
-2 myszołowy
-sójki.

Ughh, słabo, słabiutko, może jutro wyjdę na Ptakoliczenie.. mam taki zamiar. Jeszcze trzeba uzupełnić album piór, który zrobiłyśmy wraz z Natalią. :)

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie,
Wiktoria.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Insygnia Śmierci..

..i inne tego typu sprawy.

Może na początek powiem co i jak. Otóż... plan przedni, że wstanę niedługo przed siódmą. No, ale takich planów było mnóstwo, odpuściłam sobie. Wstałam i po zjedzeniu MEGA EXTRA hamburgera, wyszłam na podwórko. Szalona zabawa w lesie, właściwie nudy, więc trzeba było coś wymyślić. Zajrzałam do babci, do garażu.. A tam znalazłam moją ukochaną starą hulajnogę! Czego więcej chcieć.. związane z tym wspomnienia i nie tylko. Jeszcze parę starych rupieci w garażu znalezionych, a po przejażdżce (hulajnogą, która okazała się działająca) poszłam do domu i siadłam przed laptopem. Tradycyjnie, bo robiło się gorąco. Nota bene opalona już jestem, więc takie siedzenie cały czas na gorącu niepotrzebne. :)

A teraz odnośnie tytułu. Od jakiegoś czasu spragniona jestem ciężkich ksiąg. Najbardziej polowałam na Insygnię Śmierci, ale ja nie lubię książek kupować. Polowałam w bibliotece, ale cóż.. dopiero dziś moja mama mogła się po nią wybrać... Tak, więc. Sezon na Harrego Pottera uważam za otwarty! =) 

Nie wiem jak można nie lubić Harrego Pottera. Po prostu nie rozumiem! (Hah, przypomniał mi się pewien obrazek; "Idź być mugolem gdzie indziej!" :D
Świetnie, no po prostu świetnie. Wybaczcie za dzisiejszy chaos i nieład. :O Czekam, czekam.

Pozdrawiam, wybaczcie za 'powalającą' długość mego wpisu. Tak to bywa. ;)
WIki :)

sobota, 3 sierpnia 2013

Jestem szalona..

.. to jasne nie od dziś..

Prawie, że popłakałam się ze śmiechu przy dzisiejszych spotkaniach z 'obcymi'. Jasna sprawa, że z początku byłam zszokowana, ale później.. się rozkręciłam.
Nie wiem czy wiecie, że jestem aż tak szalona, że gadam sama do siebie, gadam z kotem i chowam się w lesie, by spokojnie sobie pogadać.. Otóż, tak. Jestem aż tak szalona. Wyszłam sobie do lasu, by się 'pobawić' w gadanie do siebie.. Nagle widzę, że koło mnie przechodzi jakiś grzybiarz..
(Ja, zszokowana) -Dzień dobry- ukłoniłam się.
(On) - Dobry, dobry. Nie ma grzybów, co?
(Ja) - Ano chyba nie..
(On) - Sucho strasznie.
I idzie dalej. A ja stoję jak ten głupek i patrzę się za nim wzrokiem mówiącym; O.o Dosłownie.
Później poszłam do lasu, dokładnie ten sam powód. Za mną podążyła Blondi.. Patrzę; ten sam grzybiarz wraca. Tym razem zauważyłam go nieco wcześniej, ale też on zauważył mnie. Blondi stoi koło mnie..
Uciekam w głąb lasu, chowam się za drzewem i czekam, czekam.. Uff, przeszedł.
Boziu.. śmiechu warte ileż można się nauczyć.. 'Jestem bardzo szalona i się tego nie boję.. Mam czarnego kota, który za mną cały czas łazi, ma zielone oczy i jest.. równie szalony'
Kończę ten mój szalony, chaotyczny wpis i o ile jest to możliwe idę na podwórko.. A może do lasu? Może ponownie go spotkam? Wtedy powiem ; 'Pan wybaczy, że jestem szalona. To moja natura sprawiła mnie taką.' =D

Pozdrawiam,
Wasza szalona Wiki :)