sobota, 13 grudnia 2014

Ale jak to..?

Sama nie wiem co myśleć o tej sytuacji.. jest grudzień, a ostatni post był na początku października. Czy to szkoła, czy też przysłowiowy "brak weny"? Postaram się znaleźć odpowiedź na to pytanie..


Cześć.

To prawda, że szkoła jest dość zajmująca, trochę bardziej, niż  była wcześniej.. Ale i tak powinnam znaleźć czas na mojego najukochańszego bloga. Mam wiele blogów, ale to właśnie ten, jest dla mnie najbardziej sentymentalny, i ogólnie bliski mojej duszy. Jeśli chodzi o główny temat tego bloga - była to przyroda i moje życie. I.. zmieniło się nieco przez te kilka miesięcy. Popełniłam wiele błędów i zbyt pochopnych decyzji.. Próbowałam wielu pasji i zainteresowań. Wydaje mi się, że doszłam do takiego etapu, kiedy próbuję znaleźć swoją największą pasję, i wszystko co jest dla mnie "najlepsze". I ostatnio cały czas dużo myślę. O tym co powinnam robić, o tym, co najbardziej kocham i w ogóle. I chyba właśnie dzisiaj, obudziwszy się w sobotę o 10:10 - nadszedł moment, kiedy wszystko przemyślałam i mogę o tym komuś powiedzieć.

1. Jestem i byłam perfekcjonistką, ale właśnie w ostatnim czasie zapomniałam o tym, że w czystym i poukładanym środowisku czuję się najlepiej.
2. Przez ostatnie kilka miesięcy zapomniałam o blogowaniu - czyli o tym co naprawdę kocham.
3. Przyroda straciła dla mnie jakieś głębsze znaczenie, ale to wszystko przeze mnie. Kiedy wczoraj bezmyślnie przyglądałam się ptakom za oknem zrozumiałam, że nadal je kocham i nadal lubię chodzić na spacerki przyrodnicze.
4. I choć oceny na koniec semestru chwieją się na 4+ i 5 - muszę zacząć się systematycznie uczyć.
5. Lekki nałóg komputerowy? Bardzo możliwe i niego muszę się pozbyć.
6. Żyć w poukładanym i synchronizowanym (boże, jakie trudne słowo :o) świecie.

A jeśli chodzi o jakieś inne rzeczy, które działy się ostatnio w moim życiu, to np. odkryłam w sobie dosyć dziwny lęk. Boję się ludzi. Panicznie boję się przebywać w tłumie obcych ludzi.. (tak wiem, dziwak jestem) Nie wiem jak się ta choroba nazywa (o ile w ogóle taka choroba istnieje..) ale mam też coś rodzaju klaustrofobii - tyle, że nie boję się przebywać w ciasnych pomieszczeniach, a w tłumach. Dostaję wtedy coś rodzaju nerwicy i szału.. i uciekam! O_o

Mam nadzieję, że się na mnie nie obraziliście, że nie było mnie tyle czasu.. ;)

~Wiktoria.

sobota, 11 października 2014

To już październik?

Może moje teksty typu "Koniec lipca?" "To już październik?" nie są zbyt pomysłowe, ale kiedy brak weny doskwiera, jakoś ciężko coś wpisać w rubrykę nazywaną tytułem.

Hej!

Dosyć dawno już się nie odzywałam, ale 4-6 już przyprawia o brak czasu, niestety. Może nie jest jeszcze najgorzej, ale także nie miałam pojęcia o czym napisać. Jakoś te moje obserwacje ostatnio nie owocują w jakieś wspaniałe gatunki. O ile w ogóle w coś owocują, bo to też nie zdarzyło się już dawno. Były Europejskie Dni Ptaków. Przypomniałam sobie w sobotę ok. godz. 18 -.- No.. niby gdzieś tam wyszłam, ale mimo starannego przeczesania terenu zobaczyłam tylko dwie sójki i sikorkę. A w niedzielę dopadło mnie złe samopoczucie gdyż po tej sobotniej wyprawie w niezbyt doskwierających warunkach atmosferycznych zdobyłam przeziębienie, przemoczone ubranie i obuwie. Także nie najlepiej, jak sami widzicie.

Teraz mam długi weekend aż do 15 października, a pogoda jest na prawdę ładna, więc staram się coś poobserwować, ale na prawdę niewiele widać. Być może po prostu brak mi cierpliwości? Bardzo możliwe. No ale teraz będę brała zapas książek lub przyrządów do malowania, położę się na trawie, tak aby się wtapiać w tło jak kameleon i będę czekać. Może się uda coś zobaczyć? Byłoby miło.

Z rysunkami również słabo gdyż ostatnio bardziej zainteresowałam się grafikami komputerowymi, a  w szkole mam plastykę, więc też mi tego nie brakuje.. Ale teraz wezmę się za akwarelówki (no niestety) i może się uda coś ogarnąć jesiennego. Oczekujcie w zakładce "Rysunki".

Być może odezwę się jeszcze na dniach jeśli uda mi się coś fajnego zaobserwować lub narysować.

Pozdrawiam,
Wiktoria. :) 


poniedziałek, 8 września 2014

Złote Stawy - Śladków Mały.

Wczoraj wybrałam się z rodzicami na chrzciny do córki mojej kuzynki. Ustaliliśmy, że zostaniemy na noc, ponieważ droga jest dosyć długa i męcząca.

ok. 8:30. 

Wyjazd. Cel: Busko Zdrój :) 
Po drodze z ciekawszych gatunków zobaczyłam jedynie czwóreczkę oknówek na linii. 

11:30. 

Dojechaliśmy. Minęliśmy Pacanów, zatrzymaliśmy się na rynku w Busku, by wejść do kościoła. 

15.00 

Mniej więcej o tej godzinie zaczęło się robić ciekawie, bo choć rodzinna "impreza' już trwała, wiadomo - nieco mi się nudziło. Poszłam więc na spacer wokół owego "Zajazdu", gdzie odbywały się chrzciny. Polną dróżką dotarłam do lasu. Droga była niczym z bajki. Wokół nas szerokie pola, a na nich krzaki sięgające mi do ramion. Słońce ogrzewało bardzo mocno, więc było gorąco. Ten las był chyba najcichszym zakątkiem na ziemi. Nie ma grzybów, nie ma ptaków, nie ma śmieci. Po prostu oaza spokoju. Idąc cicho i dosyć powolnie, dotarliśmy do bramy, a za nią... 

Krajobraz jak ze snu.. pole, wysuszone od słońca. Za nim staw, wielki staw. Woda niebieściutka. Ryby się pluskają. Za stawem iglasty las, niczym ciemno-zielona ściana. 
Eh.. 
Niestety tabliczka "Teren prywatny!" wyrwała mnie z tego pięknego snu i musiałam wracać. Podczas spaceru przyplątał się do nas pewien pies, a właściwie suczka ;) Była naprawdę pięknym (prawdopodobnie owczarkiem), jedynie niezbyt zadbanym. :( 

Następnego dnia, 7:30. 

Obudziłam się już. Słońce delikatnie wsunęło się do naszego pokoju. Był on przestronny, czteroosobowy, z telewizorem i ogromnym balkonem. Do tego duże szyby i oczywiście duże drzwi na balkon. Ponieważ było tam duszno, okno było uchylone. Słyszałam mnóstwo ptaków. Skrzeczące gawrony, krakające wrony, śliczny śpiew pierwiosnka (?). 

Po prysznicu i ubraniu się, razem z mamą wyszłam z owego domu, gdzie spałyśmy. Na końcu ulicy znajdował się niewielki sklep spożywczy. Chrzciny oraz nocleg były w niejakiej miejscowości; Śladków Mały. Po zakupach i spacerze wyszłam na balkon. Poprzedniego dnia wróciłam dosyć późno, dlatego dopiero teraz mogłam zerknąć na krajobraz. Był naprawdę zapierający dech w piersiach. W oddali (jakieś 5 m) rozlegały się stawy. Tuż pode mną drzewa w kolorowym sadzie. Obok plac zabaw z mini-altanką. Ach, cudownie było nabrać powietrza w płuca i poczuć smak wakacji. (Choć to był tylko weekend). 

ok. 9:00. 

Poszłam z mamą, wujkiem, ciocią i kuzynką na przechadzkę po okolicy. Spacerowaliśmy brzegiem stawów, widzieliśmy miliony żab, oraz.. : 
-kilka łysek (życiówka!)
-kilkanaście czernic (życiówka!)
-oraz kilka samic krzyżówki

Na końcu minęliśmy tabliczkę w kształcie ryby z napisem jak w tytule;"Złote Stawy - Śladków Mały" ;) 

~Wiktoria.

piątek, 29 sierpnia 2014

Pierwszy dzwonek..

Już niedługo. Czeka nas ten ból. Chodzi mi oczywiście o pierwszy dzwonek, zwiastujący początek roku szkolnego. Sama nie wiem co na ten temat myśleć. Czy jednak chcę iść do szkoły, czy potrzebuję jeszcze z miesiąca wypoczynku? Właściwie nie ma co gdybać, bo pójść i tak trzeba, świata nie zmienisz.. ;) No cóż..


Hej!


Faktycznie, szczerze się nad tym zastanawiałam przez ubiegły miesiąc, jeśli nie całe wakacje.. Z jednej strony nie chce mi się rano wstawać, pisać sprawdzianów itd, ale z drugiej te wakacje nie należą do najlepszych i nudzi mi się :c Więc nwm. Trzeba chyba zdać się na los. A los podpowiada mi, że w poniedziałek muszę iść do szkoły. I tak będzie.


A co do innych rzeczy;

ptaki - cienko strasznie. Chodzę niemal codziennie na spacer wokół lasu, ale nic nie widzę (no może z wyjątkiem bogatek).  A dzisiaj, kiedy ja sprawdzałam Facebooka siedząc w salonie, moja mama wieszała ubrania na tarasie. W pewnym momencie usłyszałam jej głuchy okrzyk i pobiegłam sprawdzić o co chodzi.
-Ale ptaka widziałam! Taki gdzieś był (pokazała na sobie rozpiętość skrzydeł), wielki, raczej drapieżny, w prążki!
-Co ty? A gdzie był? (spytałam szczerze zainteresowana)
- No na naszym orzechu siedział, ale zauważyłam go dopiero jak poderwał się do lotu.
Poszłam po laptopa i odszukałam zdjęcia lecącego myszołowa. Byłam niemal pewna, że będzie to którychś z tych pospolitych drapoli. Kiedy kliknęłam na zdjęcie jastrzębia, moja mama krzyknęła;
-To ten!
A więc zagadka rozwiązana. Żałuję, że nie ja go widziałam, ale to jakoś zachęciło mnie do obserwacji. Więc pójdę teraz, a potem zrobię edytowanie.


Wyszłam więc. Nie wchodziłam nawet do lasu, weszłam na taras altanki mojego wujka. Jest na odpowiedniej wysokości, a przede wszystkim  w dobrym miejscu. Niedaleko lasu, nad sadem mojego wujka. Zarośnięty sad oraz las to raj dla ptaków. Niegdyś (bodajże na początku lipca) nazwałam to swoją czatownią, bo widać tam na prawdę wiele gatunków. Dzisiaj zobaczyłam.. przypomina piecuszka. A może pierwiosnka..? Ciężko mi to jest stwierdzić, ale na 100 % któryś z tych dwóch gatunków :) Jeśli piecuszek, to będzie to mój 11  nowy gatunek tego roku. Oprócz tego zauważyłam jeszcze sikorki; 2 bogatki, modraszkę oraz prawdopodobnie ubogą c; (jeśli nie uboga to czarnogłówka)..
Po obserwowaniu zachowań tych młodych ptaszków, zeszłam z tarasu i poszłam za dom, gdzie wcześniej moja mama widziała jastrzębia. Mało tam jednak było ptaków.. Lekko zawiedziona przykucnęłam za żywopłotem ptasiego raju. Wszędobylskie młode bogatki siedziały na orzechu mojej  babci. Oprócz tego ponownie zobaczyłam rzekome piecuszki oraz pasącą się sikorkę na słoneczniku. Potem weszłam do lasu, przespacerowałam się, ale usłyszałam jedynie stukanie dzięcioła. Może widziałabym więcej, ale moja mama zawołała mnie na obiad. I musiałam wracać :c

Co jeszcze mogłabym napisać.. mam dzisiaj wielką ochotę na rysowanie. Więc może coś stworzę i może tu wrzucę.. c;

Pozdrawiam,
~Wiktoria.

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

"Nie ma takiego poniedziałku, który by nie ustąpił miejsca wtorkowi"

No i całe szczęście! Bo u mnie ten poniedziałek taki niezbyt miły. Czekam z utęsknieniem na jakiś dobry dzień. Słabe mam samopoczucie ostatnio. Aż sama siebie zadziwiam.
Głowa mnie boli, jestem niewyspana (znowu!) , nudzi mi się, pogoda "taka sobie" (jeśli tak można nazwać 30 stopni upałów ustępujące burzy z piorunami) , a internet ciągle zanika. Piszę niby, bo mam ochotę, ale kiedy tylko post wychodzi dłuższy to tracę kompletnie wenę ( "Rada dla pisarzy. Czasami trzeba przestać pisać. Nawet przed zaczęciem" ). No oszaleć można! A do tego czuję się jakby miała gorączkę, bo na przemian mi piekielnie gorąco i piekielnie zimno. ;c I mam strasznie zmienne nastroje. Raz się wkurzam, potem  śpię, potem znowu coś robię, potem się wkurzam i to wszystko.. diabli wzięły.

A do tego bałagan w domu no.. "Porządek trzeba zrobić, nieporządek robi się sam" - no i gdzie na tym świecie sprawiedliwość, co?!

A do tego mam jeszcze więcej pomysłów na minutę (nie sądziłam, że bardziej się da) i nawet tego nie zapisuje. Może to i dobrze?

"Poniedziałek. Dzień długi już z nazwy".

A tak wgl zostały 3 tygodnie do szkoły.. I sama nie wiem czy tego chcę.. "WYKSZTAŁCENIE  jest tym, co większość z nas otrzymuje, wielu przekazuje dalej, lecz niewielu posiada" -  kurczę, sama prawda ;/

Ja nie wiem. Takie "cytatowo" zrobiłam. Przynajmniej o czymś napisałam. Ale.. no nie wiem. Idę po bluzę. Znowu mi zimno.


~Wiktoria.

PS. Nawet zapomniałam o pozdrowieniach. Co się ze mną dzieje.

niedziela, 10 sierpnia 2014

30 faktów o mnie (aktualizacja)

Zapewne pamiętacie ów post "29 faktów o mnie" jednak postanowiłam to nieco ulepszyć.

1. To na pewno wiecie, mam na imię Wiktoria.
2. Jednakże niezbyt swoje imię lubię, wolę jak się je zdrabnia. np. "Wiki"
2. Mam 10 lat.
3. Co sprawia, że po wakacjach idę do czwartej klasy.
4. Mam 8 blogów, w tym 3 to grupowe opowiadania.
5. Tego bloga zaczęłam prowadzić pod koniec czerwca 2013 roku.
6. Kom-ple-tnie nie umiem pisać wierszy.
7. Bardzo lubię rysować.
8. Moją najlepszą przyjaciółką jest moja kuzynka.
9. Kocham zwierzęta.
10. Przede wszystkim koty, psy i ptaki.
11. Mój ulubiony smak lodów to czekoladowy.
12.Ulubiony pluszak/lalka/kocyk z dzieciństwa; well, poduszka <3
13. Ulubiony cytat; "Marzenia są do spełnienia. Trzeba tylko śmiało iść do przodu!"
14. Ulubiona saga to Harry Potter.
15. Ulubiony serial; "Suits" (tł. pol. "W garniturach" )
16. Najbardziej w wolnym czasie lubię czytać.
17. Ulubiona pora roku; lato ^^
18. Ulubiona pora dnia; wieczór/ranek.
19. Szczęśliwy numerek; 5/7 <3
20. Ulubiony kolor: czarny/żółty/niebieski.
21. Ulubiony napój: kakao, herbata.
22. Ulubiony blog mój: Mój Świat.
23. Ulubione grupowe opowiadanie w którym biorę udział: Lwi Klub.
24. Ulubiony blog znajomych: "Podwórkowe Dzieje"
25. Cały mój pokój urządzony jest na niebiesko.
26. Mieszkam w domu jednorodzinnym, dwupiętrowym (+strych i piwnica).
27. W lesie.
28. Mam skarbonkę w kształcie kota.
29 Mam 3 zwierzęta; 2 koty i psa.
30.  Najlepszy telefon jaki dotychczas miałam to Sony Ericsson Xperia Mini.

wtorek, 29 lipca 2014

Ale jak to?! Skończył się lipiec?!

Tak, prawda boli, a szczególnie taka, że połowa wakacji za nami. No błagam, dlaczego?!

Hej!

Naprawdę lipiec minął w tempie błyskawicznym, a nawet gorzej. Jak to się mogło stać? Przecież dopiero było zakończenie roku, no! Za niedługo rozpoczęcie. Jesień, czwarta klasa, coraz krótsze dnie i nieustająca nuda.Czas leci z prędkością światła. No bo.. jak dziś pamiętam ten dzień, kiedy zakładałam "Za lasami, za górami". Dziś ten blog, w tłumie wszystkich innych moich nabiera swego rodzaju stylu, a jego właścicielka męczy się, wypisując wypociny po to, by mieć wytłumaczenie, dlaczego nie chciało jej się ruszyć tyłka i posprzątać kuchni. Ale.. tak czy siak, minął już ROK tego bloga i to miesiąc temu. To naprawdę dziwne. Lato, jesień, zima, znów lato spędzone właśnie tutaj. Niemal w każdym miesiącu znajdowałam chociaż jedną chwilę by coś napisać. Jeśli rzadziej, to dłużej. A jak często, to krótko. Aż wreszcie wynalazłam mały standard. Minimum raz na dwa tygodnie, długo, ale przeważnie i tak raz na tydzień. Wciąż na tym samym laptopie, dodając zdjęcia, ciesząc się chwilą przekazaną wyłącznie na przyjemności. Bo ja UWIELBIAM pisać. Niezależnie o czym, ani kiedy. Pamiętam, kiedy po drugiej w nocy zaczynałam opowieść, bo we śnie odnalazłam fabułę i nie chciałam, by mi uciekła. Pamiętam, jak w błyskawicznym tempie napisałam "Burzę", następnie "Serafinę" a potem "Elfią Wojnę" i wreszcie "Dziennik Martyny". Lwy, elfy, ludzie - świat zupełnie inny i niewiarygodny. Albo świat zupełnie przyziemny - jednodniowe wycieczki, obserwacje, spacerki, nuda, uzależnienie, chęć powiadomienia. Jak to się stało, że minął rok, odkąd zaczynałam moją przygodę z pisaniem blogów? Wtedy było to dla mnie coś zupełnie nowego, a teraz.. Szkoda gadać. Nie wiem po co o tym piszę, ale mam wenę, więc postarałam się ująć w słowa to, co uderzyło mnie jakiś czas temu. Że całe moje życie, świat, odczucia, możliwości, pomysły w ciągu minionego roku, opisane są tutaj , w tych krótkich postach, ujęte  w słowach, jakich rok temu jeszcze nie znałam. Odkąd zaczęłam pisać na blogach, moje życie zmieniło się nieodwracalnie. Może za rok, za dwa - porzucę to, może nawet nieświadomie. Ale do końca życia będę pamiętać chwile, kiedy zasiadałam przed komputerem i pisałam. Od 5 do 50 minut, ale pisałam.

Uff, rozpisałam się. Ale przynajmniej wreszcie to z siebie wydusiłam. Szczerze to ten post miał być o zupełnie innej tematyce, ale co tam. :) Rok bloga.. to doskonała okazja by to wszystko napisać. ;)
No dobra, wróćmy do tamtej tematyki, ale w wielkim skrócie. Na początku sierpnia jadę do Buska Zdroju z moją mamą i może z przyjaciółką  Natalią , którą napewno znacie z moich postów. :)


No dobra, kończę.

//Wiktoria.

sobota, 19 lipca 2014

Sobotni wypad do Rzeszowa.

Witajcie! Dzisiaj po obiedzie pojechałam z rodzicami i siostrą do Rzeszowa. Z mojego miasta droga trwa ok. 2h. Po drodze nic ciekawego, jedynie kiedy już dojeżdżaliśmy, (Rzeszów i okolice) pojawiło się nagle mnóstwo ptaków. W szczególności lecące wrony i kawki, ale znalazł się także rudzik siedzący na drucie. Niestety, podczas drogi nie udało się zrobić zdjęć, bo jechaliśmy dosyć szybko. Jednak kiedy znaleźliśmy się już na parkingu w Rzeszowie, naprawdę zaszokowała mnie liczba ptaków. Niby standardowe dwa, trzy gatunki, ale jakby "oswojone" z przechodniami, więc łatwo robiło się zdjęcia. Jednak reszta grupy podczas spaceru nie dawała mi czasu na odpowiednie wykadrowanie, więc robiłam jak leci i szłam dalej. Trudno, ale oto wyniki.

Pozdrawiam,
Wiktoria.







piątek, 18 lipca 2014

Bezowocna obserwacja.

Wczoraj zaplanowałam na dzisiaj obserwacje z samego rana. Oczywiście "sam poranek" to u mnie 9:00, ale i tak wielki sukces.

Hej!

Dzisiaj wstałam o godz. 9. A o 9:12 byłam na polu. Przemierzyłam podwórko sprężystym krokiem, ale żadnego ptaka. A więc weszłam do lasu i zobaczyłam rudzika. Jednak to był pierwszy i ostatni ptak na tym spacerze. Nie będę wiele pisać. Dołączę tylko zdjęcia (krajobrazów rzecz jasna).


Pozdrawiam, 
Wiktoria. :)


Urocze podwórko

Skrzące się krople..

Wilgotne listki po wczorajszym deszczu

Omszała ścieżka..

Z perspektywy smerfa..

...

Leśny strumyk..

Niczym zielone daszki, chroniące ziemię przed deszczem..

Brak słów..



środa, 16 lipca 2014

Jakby o niczym..

..ale jednak o czymś.

Czy można coś wywnioskować z tego tytułu? Szczerze wątpię, ale moja kreatywność cierpi. Co sprawia, że.. TYTUŁ TAKI POZOSTANIE.

Hej!
Może i moja kreatywność cierpi, ale na pewno nie zwleka. Gdybym tylko miała gdzie pisać opowiadania.. - och, mówię - inaczej by to wyglądało. Mój Świat co prawda istnieje, ale ostatnią powieść należało skończyć, a  co do nowej, to trzeba mieć nową fabułę, co jest w tym wszystkim najgorsze. Bo ja nie wiem nawet o kim mam pisać. Albo o czym.

Tutaj próbuję pisać, ale nic się nie dzieje. Po co więc tak się przemęczać, żeby wyskrobać zwykłe wypociny? No.. nie wiem po co piszę tego posta. Może dlatego.. że mi się nudzi. Tak czy owak - są wakacje. I to piekielnie krótkie wakacje. No bo to już trzeci tydzień, a ja nadal byłam tylko w Jurkowie i Ciężkowicach, nie zobaczywszy żadnego ptaka. Uuh, zaczynam tracić nadzieję czy w ogóle wpadnie mi jakaś życiówka na tych wakacjach.. Tak więc postanawiam się wybrać jutro gdzieś, żeby w ogóle jakąś sikorkę zobaczyć. Czy cuś. 

"Wybrać gdzieś" oznacza pójść na spacer do lasu, bo nigdzie indziej raczej nie pójdę, wiedząc że moim jedynym wyjściem z domu w tym tygodniu będzie przejażdżka do Rzeszowa w sobotę. Poszło by na jakiś basen, nad rzekę, do parku.. Ale jak i z kim?! Nie wiem..

A co do tego spaceru do lasu i na łąki, to postaram się wstać trochę wcześniej niż zwykle i zamiast się nudzić i wylegiwać, to pójść z aparatem (czyt. telefonem) na obserwacje. Jakbym chciała zrobić zdjęcie jakiemuś ptakowi.. *.* Ale niestety - przy ostatnich doświadczeniach będzie cudem jak w ogóle coś zobaczę.. Nie wiem dlaczego ptaki ostatnio tak rzadko się pokazują, przynajmniej u mnie. Czy to sprawa upałów, deszczy, burz.. ? Cóż, nie mam pojęcia.

Postanowiłam reaktywować LK. Zbieram nowych ochotników na dołączenie i dawnych lwów na powrócenie do zabawy. Może ktoś z Was chce dołączyć? Piszcie na: wikigie2305@gmail.com

Pozdrawiam,
Wiktoria.

PS. Chyba zmienię treść zakładki "O mnie". ;3

poniedziałek, 7 lipca 2014

Jurkowa plaża..

30 stopni Celsjusza, upał, ciepła woda, rozgrzany piasek - Jurków 2014.

Heej!
Wczoraj zgodnie z planem, o którym Was powiadomiłam, pojechałam z rodzicami do Jurkowa :> Było tam wręcz cudownie, a w drodze powrotnej..
ALE OD POCZĄTKU. 
O godz. 11 (nikomu specjalnie się nie śpieszyło) wyjechaliśmy. Droga trwała nie dłużej niż 45 min. Podczas drogi robiłam mnóstwo zdjęć "przez okno" moim telefonem, bo chwilami widoki były na prawdę ciekawe.




Tak wyglądało owe kąpielisko:




Było upalnie, wakacyjnie i.. cuudownie ;3 Polecam.
Jednak nie był to koniec naszej wycieczki. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w Ciężkowicach, miasteczku skalnym. Z owego miejsca również relacja fotograficzna:










No i to by było na tyle :)

Pozdrawiam,
Wiktoria.

czwartek, 3 lipca 2014

WAKACJE!

27 CZERWCA, PIĄTEK - STAŁO SIĘ COŚ NA CO CZEKAŁAM OD BARDZO DAWNA;
ZAKOŃCZENIE ROKU SZKOLNEGO 2013/2014 I TYM SAMYM ROZPOCZĘCIE.. WAKACJI!

Hej!

Wiem, że dawno nic nie pisałam, ale nie miałam czasu, siły, ani nawet chęci. Wieczne ogniska, zabawy, opalanie, muzyka.. itd.  Ale nie macie mieć mi co za złe, gdyż mamy wakaacje!


W niedzielę jadę do Jurkowa, nad jezioro. <3 Kochamm <3 Będę obserwować ptaki, opalać się, pływać na dmuchanym materacu.. Żyć nie umierać. Prawdopodobnie w drodze powrotnej zahaczymy o Ciężkowice, gdzie znajduje się skalne miasteczko.  Być może w najbliższym czasie pojadę również na weekend do Gródka nad Dunajcem, do domku letniskowego. <3 10 czerwca dostałam swój wymarzony telefon - Sony Ericsson Xperia Mini <3 Po jego dłuższym użytkowaniu oznajmiam ; Kocham go! <3


Uzależnienie od gry "Pou" pogłębia się, a ja nie mam na to wpływu. Love it.


1 lipca przyszła do mnie przyjaciółka na dwie noce. Dzisiaj wróciła do domu. Podczas wczorajszej nudy, spotęgowanej słońcem, wpadłyśmy na pomysł, żeby zabrać Pusię na spacer, na smyczy. Ani ja, ani Pusia nie byłyśmy specjalnie zachwycone. Pusia po raz pierwszy w swoim psim życiu miała wyjść na smyczy. Samo zapięcie jej tego sznurka kosztowało nas wiele bieganiny. Dopiero mojemu tacie udało się uspokoić tą bestię i zapiąć jej tę smycz. Poszłyśmy na górę, na podmiejską ulicę na której mieszkam.Ruch był niewielki, tym bardziej, że była 17, za to sporo było psów.  Pusia rzucała się około 5 razy i szczekała na przejeżdżające auta. Wszystkie trzy byłyśmy zmęczone i zasapane. Dzisiaj również poszłyśmy z nią na spacer. Puśka była trochę spokojniejsza, przy zapinaniu smyczy, potem była spokojna w stosunku do aut i tylko raz rzuciła się na jakiegoś psa. Byłyśmy tak zaszokowane, że Pusia z łatwością dostała całą miskę karmy w nagrodę. Potem próbowałyśmy ją nauczyć jakichś podstawowych komend, np. "Siad" "Leżeć" "Zostaw" , ale niezbyt nam to wyszło. Najbardziej zabawne było to, że u Pusi "Leżeć" to "Lizać" i odwrotnie. ;)


No dobra, kończę już.
Pozdrawiam,
~Wiktoria.


piątek, 13 czerwca 2014

Wycieczka klasowa.

Witajcie! 

Wczoraj byłam na wycieczce klasowej. To ostatnia wycieczka z "naszą panią" tzn. z moją wychowawczynią w klasach 1-3. 
Wyruszyliśmy o godz. 7:05 spod budynku szkoły. 
Tata mojej koleżanki, który jest bardzo rozeznany w Polsce
był takim jakby przewodnikiem, mówił dużo ciekawostek. 
Po drodze mijaliśmy mnóstwo gołębi, mew i  kaczek. 
Kiedy jechaliśmy wzdłuż rzeki Dunajec 
pan przewodnik krzyknął: 
"A tam, o ile wzrok mnie nie myli stoi bocian czarny!" 
Wzrok go nie mylił - na skale stał ten piękny rzadki ptak, 
bocian czarny.
Kiedy autobus po 2,5 godz. dotarł wreszcie do celu - Niedzicy, 
zaczęliśmy wędrówkę. 
Weszliśmy na 34 schody ( o ile dobrze pamiętam)
następnie weszliśmy na most 
na którym było malowidło "Trzy Żywioły". 
Bardzo ładne muszę przyznać, ale na pewno nie piękniejsze od
widoku z góry zalewu. 
Potem idąc wzdłuż straganów z pamiątkami, dotarliśmy do zamku w Niedzicy. 
Okazało się, że wejście mamy dopiero na 12, więc popłynęliśmy statkiem 
na drugi brzeg, do zamku w Czorsztynie. 
Tam prędko dotarliśmy dosyć krętymi i zarośniętymi ścieżkami do budynku. Przespacerowaliśmy się, a następnie wróciliśmy na statek i popłynęliśmy w kierunku Niedzicy. Zjedliśmy lody, kupiliśmy pamiątki i wreszcie poszliśmy do zamku. Mniej więcej o godz. 13. 20. kierowniczka wycieczki (czyt. nasza wychowawczyni) oznajmiła, że idziemy do wozowni, która jest niedaleko zamku. Zobaczyliśmy wiele pięknych, starodawnych wozów, po czym wróciliśmy do autokaru. Powrót przewidziany był z dwoma postojami - i tak też było. Po jakichś 30 min. jazdy dotarliśmy na wystawę "fauny i flory" w Pienińskim Parku Narodowym. Były tam trzy wypchane ptaki - kruk, pomurnik i sokół wędrowny. Bardzo ładne. 
Ciąg dalszy podroży autobusem. Na rzece Dunajec, tuż przy drodze stoi.. bocian biały!
Ostatni postój to McDonald. Reszta podróży minęła bez rewelacji. W domu znalazłam się po 19:30.

Kończę, bo już mnie palce bolą. ;) A głód dokucza. 

Pozdrawiam, 
Wiktoria. 

wtorek, 27 maja 2014

Czas płynie..

..a mój blog nadal stoi w miejscu.

Sama zastanawiam się dlaczego.. Rozumiem, że nauka i wgl.. ale bez przesady, głupi mózgu! -,-
Wkurzam się na swój mózg, ale poza tym to wszystko u mnie ok. ;)

No dobra.. pora na jakieś normalne powitanie.

Hej!

Czas płynie, wakacje za pasem, a ptaki śpiewają. Wszystko po prostu idealnie. 06.06 (czarna magia..) mamy prezentację dla rodziców. 12.06 - wycieczkę klasową. W Pieniny. Obserwacje oczywiście włączam w plan zajęć na wycieczce.. i mam nadzieję nie tylko. Na wakacjach być może pojadę/ polecę do Anglii, a jeśli nie - pojadę do Buska. Tam również ptaszki i przyroda.. Oj, jak słodko! Aż nie mogę się doczekać. Poza tymi dniami (patrz wyżej) cały czas tylko test, kartkówka, sprawdzian, test, kartkówka, sprawdzian.. Oszaleć można!

Staram się jednak nie szaleć i  myśleć racjonalnie. ( w miarę moich możliwości) Całe moje rodzeństwo pracuje, więc praktycznie chatę mam dla siebie. Genialnie!

Z nowinek nowinkowych, mniej ważnych a jednak.. Zamówiłam sb  telefon na Allegro. Sony Ericsson Xperia Mini. <3 Genialnie!
Zaczynam sie chyba powtarzać (deja vu przy pisaniu "Genialnie" ) , jest gorzej niż sądziłam. Post ogólnie o niczym, więc kończę również "nicością"

Wesołych świą.. snów.

//Qiktoria.

wtorek, 15 kwietnia 2014

Kilka ptasich dni.

Hej! Jak sama nazwa wskazuje, dziś opisze obserwacje. Nic ciekawego, ale zawsze można przeczytać.
Więc.. do roboty!



12.04
2 rudziki
wróbel
bogatka


13.04.
 rudzik
3 sikorki bogatki
wrona

 14.04.
2 rudziki
2 sikorki bogatki
bocian biały.



15.04.
2 wrony
rudzik.
2 sikorki bogatka.
bocian czarny
bażant
dzięcioł duży.



Pozdrawiam,
~Wasza Obserwatorka.

środa, 9 kwietnia 2014

Wszechogarniająca beznadzieja..

Dzień dobry!
Nie, w sumie to nie jest dobry, ogólnie beznadziejnie. ;/
Jestem.. chora.  (PS. zauważyłam że mój blog kręci się tylko wokół obserwacji i choroby) No i mam beznadziejne samopoczucie.. A jutro jest sprawdzian trzecioklasisty na którym, jak zdążyły poinformować mnie przyjaciółki, MUSZĘ być. I sama o tym wiem. Nie  na marne pracowałam te trzy lata, by tak ważny dzień jak ten jutrzejszy przeleżeć w łóżku o antybiotykach. (Antybiotyków co prawda JESZCZE nie biorę, ale.. kto wie co będzie jutro). Zaczynam "krakać".. - jest gorzej niż sądziłam.

A koty tylko śpią, jedzą i "oglądają telewizję". (Dlaczego właśnie leciała reklama o kotkach w tv?)



Chociaż tak w sumie nie jestem wiele lepsza od tych kotów. Leżę, śpię, jem, piję, oglądam tv, czytam książkę. Jak tu sobie znaleźć miejsce?!
Dzisiaj niestety będzie nieskładnie i krótko, bo sami już dobrze wiecie, że padaam z nóg. :c


Żegnajcie. Aparat NADAL zepsuty. Chyba zaraz coś zniszczę. Np. kanapę na której się gniotę.


Naara,
nie do widzenia.
(Jestem okropna, co?)  

poniedziałek, 24 marca 2014

Podsumowanie obserwacji 2014 r.

Wszystkie gatunki widywane w tym roku:
1. sikora bogata.
2. sikora modra.
3. kwiczoł.
4. sójka.
5.wrona.
6. kos.
7.gołąb miejski.
8. kruk.
9. sierpówka.
10. jemiołuszka.
11. dzięcioł duży.
12. gil. (samiec i samica)
13.  myszołów.
14.śpiewak.
15. pełzacz ogrodowy.
16. bocian biały.
17. kowalik.
18. bażant. 
19. jaskółka oknówka.


Gatunki widziane po raz pierwszy w roku 2014:
1. sikora uboga.
2. rudzik.
3. pierwiosnek.
4. bocian czarny.
5. potrzos.
6.trznadel.
7.wilga.
8. zięba.
9. sikora czarnogłówka. 
10. mewy (nie wiem dokładnie jakie, prawdopodobnie srebrzyste)

Godzinna obserwacja

Cześć!
Dzisiaj zaczynają mi się rekolekcję, na które dzisiaj pójść niestety nie mogłam więc musiałam sobie jakoś zagospodarować czas! 
Dzisiaj wreszcie udało mi się wyjść na obserwacje w plener! Pogoda i samopoczucie zachęcały jak nigdy dotąd, więc obudziłam się już o 7:30. Nie miałam takiego zamiaru, ale wschodzące słońce tak miło zaświeciło w twarz, że aż się obudziłam. Wstałam ubrałam się i zeszłam na dół by coś przekąsić. Prędko zjadłam kanapkę, założyłam bluzę oraz kamizelkę, po czym wyszłam z domu.
Punkt 9:00 znalazłam się na podwórku. Wybrałam chyba dobry moment, bo słońce nie oświetliło jeszcze całego podwórka, dzięki czemu powietrze było rześkie  i świeże. Najpierw postanowiłam obejść całe podwórko. Była to z pewnością ptasia godzina, bo ktoś siedział w krzakach, ktoś krążył podniebnymi ścieżkami, a grupa innych "ktosiów" buszowała na drzewie. Jedyne co wiedziałam to to, że w krzakach siedziała czerwona plamka. Co to takiego? Podchodziłam wolno i bezszelestnie po czym stwierdziłam: rudzik! Wesoła czerwona plamka zaczęła śpiewać. Kto latał? Nie jestem pewna ale po sylwetce rozpoznałam wronę. Gdy rudzik odleciał ruszyłam w inną stronę. Schowałam się za żywopłotem i obserwowałam "Ptasi Sad" (jak nazwałam cudownie kwitnące miejsce, gdzie ptaki uwielbiają śpiewać). Oprócz kilku sikorek bogatek nie zobaczyłam zbyt wiele. Poszłam jednak do dawnego "miejsca sójek" Ale sójek - ani śladu. Przykucnęłam na omszałym drewienku pod jabłonią i zapisując rudzika w notesie obserwacji lustrowałam wzrokiem zarośla. Zobaczyłam pewnego ptaka, który niestety stał pod słońce i z żadnej strony nie szło go oznaczyć. Patrzyłam na niego przez długi, długi czas zastanawiając się, kto to taki, kiedy on w końcu odleciał. Westchnęłam z żalem i postanowiłam pójść jeszcze na dawniej nazwaną "Łąkę Motyli". Wydawało mi się, że na motyle jeszcze za wcześnie więc przyglądałam się lasu, gdzie mnóstwo ptaków wyśpiewywało swe melodyjki. Przykucnęłam na trawie, ale to w dalszym ciągu nic nie dało. Poszłam więc do lasu, gdzie trudniej było zachować ciszę, bo byle złamana gałąź płoszyła wszystkich dookoła. Widziałam sikorkę, sójkę i... gniazdo. Było ono duże, na bardzo wysokim drzewie, ale znalazłam pewne miejsce, skąd widać je było doskonale. Ale właściciela gniazda - nie spotkałam. Po pójściu w drugą stronę lasu oprócz kolejnej bogatki i dwóch sójek znalazłam tylko cudne, polne kwiaty. Nie wiem jak się nazywają, ale są na tyle cudowne, że zerwałam kilka z łąki (była ich tam cała masa). Później postanowiłam iść ścieżką bezpośrednio prowadzącą do domu, bo jakiś pan piłą łańcuchową zagłuszał piękną ciszę lasu. Kiedy zjawiłam się na podwórku, pomyślałam, że nici z dalszych obserwacji, ale nim weszłam do domu zobaczyłam jeszcze  jednego rudzika.

Nie miałam pojęcia, że obserwacja zajęła mi równą godzinę. Bardzo się z tego powodu cieszę :)
Jest jednak pewien minus - Aparat nadal zepsuty. Bardzo chciałabym uwiecznić tą obserwacje.


Pozdrawiam, życzę miłych dni,
Wiktoria.

sobota, 8 marca 2014

Nadeszły dni..

..kiedy jedynym pocieszeniem są koty.

Hej! Tytuł może słabo rozgarnięty, ale tak bywa.
Katar, ból gardła i termometr zdołały wspólnymi siłami wcisnąć mnie do łóżka. Książki, góra chusteczek higienicznych, laptop, syrop, witaminy i tabletki zaćmiły moją chęć do życia. Jedynie koty nie boją się, że ich zarażę i kładą się ze mną. To.. pocieszające.

Tak było wczoraj i przedwczoraj. Dzisiaj już nieco lepiej chociaż katar nadal jest, a samopoczucie takie... słabe.
Na bank nie dostałam się do drugiego etapu konkursu matematycznego - nie żartuje, wynik naprawdę słaby, sama się zdziwiłam. Nie jestem zbyt ogarnięta, muszę się pouczyć, ale kompletnie mi się nie chce. Zwykle w sobotę wysprzątałabym cały dom, a teraz mi się nie chce. Czytam książki, siedzę przy laptopie i oglądam tv. Robię wszystko, by nie zajmować się nauką. Nawet Dzień Kobiet nie poprawił mego samopoczucia.

Wiem, że jedyne czego trzyma się ten wpis to chaos, za co przepraszam, ale miałam ładnie ułożoną formułkę wczoraj, ale że jestem leniwcem jak Sid z "Epoki Lodowcowej" to wczoraj mi się nie chciało pisać, wzięłam się za to dzisiaj.

http://ekipav.blogspot.com/ - jak komuś się zachcę niech zajrzy, ale nalegać - nie nalegam.
Nudy i bazgroły.

A propos bazgrołów - słabo mi to idzie ostatnio może się za to wezmę dzisiaj, ale i tak nie mogę zrobić zdjęcia, bo mi się aparat zepsuł.

A wielka szkoda, bo gile widziałam dzisiaj. Dwa samce i samica.
Przelatywała raz po raz, a kiedy została sama parka, było najciekawiej. Siadały na tej samej gałęzi, coś śpiewały oraz na przemian zmieniały miejsca na gałązce, zabawnie to wyglądało.  Oraz bogatka, ale to norma.
Nie będę was dłużej zanudzać.

Pozdrawiam,
Wikuś.

niedziela, 16 lutego 2014

Rzeszowski Weekend.


Witajcie!
 W ten weekend pojechałam do Rzeszowa. Wyjechaliśmy mniej więcej o godz. 11, a dotarliśmy na miejsce o 13:30. Podczas jazdy zobaczyłam wrony, gołębie i kruki. Gdy zaparkowaliśmy samochód, ruszyliśmy pieszo do tzw. 'Galerii Rzeszów" gdzie pracuje moja siostra, Maja. Po zwiedzeniu prawie całej galerii, wzięliśmy klucz do mieszkania Majki i wróciliśmy do samochodu. Po obiadu i jako takim wypoczynku, wyszliśmy do cukiernio-kawiarni, gdzie zjadłam olbrzymi puchar lodowy. Potem wróciliśmy do mieszkania i poszłam spać. Następnego dnia (czyli dzisiaj) wstałam o 8:30 i przez dłuższą chwilę obserwowałam zza firanki siadające na balkonie gołębie. Po śniadaniu pojechaliśmy do galerii, żeby oddać klucz i przy okazji zrobiliśmy spożywcze zakupy. Następnie pojechaliśmy do castoramy, gdzie kupiłam sobie do pokoju dywan i lampę. Po zakupach ruszyliśmy w drogę powrotną. Zatrzymaliśmy się już jedynie w barze, by zjeść pizzę. Przyjechałam do domu o 15:30. Uważam, że to był miły i leniwy weekend,  z czego jestem niezmiernie zadowolona. ;) 

Dużo gorszą sprawą jest to, że właśnie skończyły mi się ferie i jutro muszę iść do szkoły. :/ Zaraz pewnie zajmę się rysowaniem bo mam na to wielką ochotę. Kilka razy na tych feriach aktualizowałam Mój Świat i Książki Marzeń i jestem z tego dumna, bo już bardzo rzadko mi się to zdarza. :( 


Pozdrawiam,
Wiki. 

piątek, 7 lutego 2014

Ciąg dalszy ferii.

Nie mam pomysłu jaki dać tytuł, a to już kolosalny błąd. Ale nie ważne.

Czytam książkę jedną za drugą, rysuję jakieś przedziwne stworzenia (koty, ptaki, smoki ludzie), spędzam cenne godziny mego czasu leżąc na kanapie.. Dzisiaj.. jest piątek?! Nie wierzę.. czas leci najszybciej jak się da. Szkoda, że nie można go zatrzymać.

-jest pierwszy piątek miesiąca, muszę iść do spowiedzi.
-nie ma nowych odcinków Violetty.
-jestem zmęczona po sprzątaniu całego domu (feriowa mania)
-nie ma śniegu
-nie ma ptaków
-nie wyjeżdżam nigdzie na feriach..

OJ, jak dużo minusów.. :(
Ale trzeba to posprzątać.


*Pójdę do spowiedzi przejdę się po mieście i szybko wrócę samochodem +
*Nie ma nowych odcinków Violetty, ale przynajmniej nie ma pretekstu by siedzieć przed komputerem zamiast książką.+
*Posprzątałam cały dom, mogę być z siebie dumna +
*Nie  ma śniegu, więc jest mniejsza możliwość na "lodowe wypadki", jest cieplutko +
*Hmm, cóż w braku ptaków nie widzę plusów, więc jeden minus pozostaje. -
*Nie wyjeżdżam nigdzie na feriach - więcej wolnego czasu. +

No i proszę - z 6 minusów pozostał jeden i 5 plusów.
Dobra, zrobiłam małe "podsumowanie" mego samopoczucia, które błyskawicznie się poprawiło.

Do napisania,
Wiki. 

wtorek, 4 lutego 2014

Konkurs!

Postanowiłam urządzić konkurs fotograficzny. Mam nadzieję, że będą chętni..?  Konkurs został również ogłoszony tutaj: Kliknij, a na Juniorze z lekko zmienionymi zasadami.


Tytuł: "Najpiękniejszy Zimowy Pejzaż".
Należy zrobić zdjęcie  obrazu zimowego w waszej okolicy. Wiem, że niektórzy typowej zimy nie mają, ale to nie szkodzi.. zdjęcia słońca i trawy też przyjmę.
2. Wysłać je na ten adres e-mail : wikigie2305@gmail.com
3. Czas do 28.02 - jeśli trzeba będzie, przedłużę.
4. Jeśli ktoś ma jeszcze jakieś pytania bądź wątpliwości -piszcie w komentarzach. 


Oprócz tego - nic u mnie ciekawego nie ma. Nowy post na Książkach Marzeń (ksiazkowe-marzenia.blogspot.com) Wczoraj namalowałam takie w sumie nie wiadomo co. Jakieś tam ptaki przy karmniku, na drzewie.. Postaram się wrzucić na zakładkę "Rysunki" Jak tylko zrobię zdjęcia.

 Dobrze, więc to chyba na tyle. Serdecznie zapraszam do wzięcia udziału w konkursie :) 

Pozdrawiam, 
Wiktoria. 

poniedziałek, 3 lutego 2014

Zimowe Ptakoliczenie 2014

Hej.Dzisiaj opowiem Wam o ..

 Tegoroczne ptakoliczenie ( jak i większość pozostałych) odbyło się w domu, a właściwie na podwórku, przy karmniku. Nie miałam okazji zaobserwować jakichś rzadszych gatunków, ale dwa dzięcioły duże to już coś.
"Karmnikowe wieści" :
około 27 sikorek bogatek,
2 modraszki
7 kwiczołów
16 sójek.
"W plenerze" widziałam kilka wron i kosów oraz wcześniej wspomniane dzięcioły duże.

Oprócz tego niewiele ostatnio się działo.. może kiedyś coś narysuje dodam czy cuś .

Pozdrawiam wszystkich czytelników,
Wiktoria.