niedziela, 10 listopada 2013

Jurków, nad jeziorem...

...czyli o kolejnej wakacyjnej wyprawie, mającej  na celu nie tylko wypoczynek..

Dziś pojechałam wraz z siostrą i "kilkoma" jej znajomymi do Jurkowa, nad jezioro. Wyjechaliśmy ok. 10 rano, dotarliśmy na 11:30. Wprawdzie byłoby do jedenastej, ale jeszcze tankowanie.. itd. Wraz z niezłą ekipą ( moja siostra, jej chłopak i dwóch kolegów) w Seicento, jechało się wspaniale. Podczas podróży wpadłam na pomysł użycia swoich pasji. Inaczej mówiąc- po prostu- starać się zaobserwować jakieś ptaszki. Nie udało się; trudno. Zobaczyłam tylko parę skowronków po drodze, nic więcej.. Lecz było super! Po raz pierwszy tam byłam, opłacało się. :)
Słońce, plaża, woda. Jedyne co potrzeba do szczęścia. Naprawdę było fajnie.

Jezioro przepełnione było czaplami, łabędziami na dalekim horyzoncie, bo blisko pływali ludzie. Fajnej atmosfery dotrzymało śpiewanie wilgi, gdzieś daleko w lesie. :) Plaża co prawda przepełniona, ale stopniowo się rozrzewniało. A im mniej było ludzi - tym więcej ptaszków. Później doszły do nas żurawie, niosąc klangor za sobą. Później zaczynało się chmurzyć, ale i tak było gorąco. Wróciliśmy do domu ok. 20 :)

Dobrze, wróćmy do rzeczywistości. Dlaczego piszę o sierpniowym wypadzie w listopadzie? A skąd ja mam to wiedzieć?! Natrafiłam na wersję roboczą, postanowiłam, że dokończę, bo wypad był fajny :) Cóż.. tęsknie za tamtymi chwilami, ale dołączywszy to, pożegnam się z tymi chwilami odpowiednim hołdem :D


Pozdrawiam Was po raz drugi, czyszcząc wersję robocze. :)
~ Wiki - bo któż by inny..?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz