poniedziałek, 8 września 2014

Złote Stawy - Śladków Mały.

Wczoraj wybrałam się z rodzicami na chrzciny do córki mojej kuzynki. Ustaliliśmy, że zostaniemy na noc, ponieważ droga jest dosyć długa i męcząca.

ok. 8:30. 

Wyjazd. Cel: Busko Zdrój :) 
Po drodze z ciekawszych gatunków zobaczyłam jedynie czwóreczkę oknówek na linii. 

11:30. 

Dojechaliśmy. Minęliśmy Pacanów, zatrzymaliśmy się na rynku w Busku, by wejść do kościoła. 

15.00 

Mniej więcej o tej godzinie zaczęło się robić ciekawie, bo choć rodzinna "impreza' już trwała, wiadomo - nieco mi się nudziło. Poszłam więc na spacer wokół owego "Zajazdu", gdzie odbywały się chrzciny. Polną dróżką dotarłam do lasu. Droga była niczym z bajki. Wokół nas szerokie pola, a na nich krzaki sięgające mi do ramion. Słońce ogrzewało bardzo mocno, więc było gorąco. Ten las był chyba najcichszym zakątkiem na ziemi. Nie ma grzybów, nie ma ptaków, nie ma śmieci. Po prostu oaza spokoju. Idąc cicho i dosyć powolnie, dotarliśmy do bramy, a za nią... 

Krajobraz jak ze snu.. pole, wysuszone od słońca. Za nim staw, wielki staw. Woda niebieściutka. Ryby się pluskają. Za stawem iglasty las, niczym ciemno-zielona ściana. 
Eh.. 
Niestety tabliczka "Teren prywatny!" wyrwała mnie z tego pięknego snu i musiałam wracać. Podczas spaceru przyplątał się do nas pewien pies, a właściwie suczka ;) Była naprawdę pięknym (prawdopodobnie owczarkiem), jedynie niezbyt zadbanym. :( 

Następnego dnia, 7:30. 

Obudziłam się już. Słońce delikatnie wsunęło się do naszego pokoju. Był on przestronny, czteroosobowy, z telewizorem i ogromnym balkonem. Do tego duże szyby i oczywiście duże drzwi na balkon. Ponieważ było tam duszno, okno było uchylone. Słyszałam mnóstwo ptaków. Skrzeczące gawrony, krakające wrony, śliczny śpiew pierwiosnka (?). 

Po prysznicu i ubraniu się, razem z mamą wyszłam z owego domu, gdzie spałyśmy. Na końcu ulicy znajdował się niewielki sklep spożywczy. Chrzciny oraz nocleg były w niejakiej miejscowości; Śladków Mały. Po zakupach i spacerze wyszłam na balkon. Poprzedniego dnia wróciłam dosyć późno, dlatego dopiero teraz mogłam zerknąć na krajobraz. Był naprawdę zapierający dech w piersiach. W oddali (jakieś 5 m) rozlegały się stawy. Tuż pode mną drzewa w kolorowym sadzie. Obok plac zabaw z mini-altanką. Ach, cudownie było nabrać powietrza w płuca i poczuć smak wakacji. (Choć to był tylko weekend). 

ok. 9:00. 

Poszłam z mamą, wujkiem, ciocią i kuzynką na przechadzkę po okolicy. Spacerowaliśmy brzegiem stawów, widzieliśmy miliony żab, oraz.. : 
-kilka łysek (życiówka!)
-kilkanaście czernic (życiówka!)
-oraz kilka samic krzyżówki

Na końcu minęliśmy tabliczkę w kształcie ryby z napisem jak w tytule;"Złote Stawy - Śladków Mały" ;) 

~Wiktoria.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz